56 wyświetleń
02. Telefon
Edward M.Urbanowski
W niedzielę rano, wstałem z łóżka zmęczony. Miałem przykry sen. Z kimś chciałem porozmawiać, ale nie mogłem. Tak, jakby tej osoby nie było, a mimo to, czułem jej obecność, i to bardzo blisko. Zaparzyłem kawę, nakarmiłem psa, i gdy już miałem usiąść za stołem, telefon. Telefon od przyjaciela. Nic ważnego, życzenia, bym miło spędził dzień. Szybko zapomniałem o kawie i o swoim znużeniu. Z zapałem zabrałem się do roboty i nawet padający deszcz, nie był w stanie popsuć mi humoru. Jeden telefon!
Przed rokiem, dokładnie w maju, złożyłem skargę do Przewodniczącego Rady Powiatu na źle, moim zdaniem, sprawowany nadzór przez Starostę nad Wydziałem Komunikacji. Otrzymałem odpowiedź w terminie i o całej sprawie zapomniałem. W tym roku, w styczniu, otrzymałem kolejne pismo z Rady z informacją, że moja skarga, wraz z innymi skargami, będzie rozpatrywana na sesji Rady Powiatu. Co ustaliła Rada, tego już się nie dowiedziałem, bo nikt nie był łaskaw mnie poinformować. Drobiazg.
W marcu, przy Radzie Powiatu powołana została Komisja do Rozpatrywania Skarg i Wniosków. Pomyślałem: krok w dobrym kierunku. Ale nie minęło kilka tygodni, a tu listonosz przynosi mi wezwanie z Sekcji do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Powiatowej Policji, bym stawił się w oznaczonym dniu w charakterze świadka do sprawy nr (…). Konsternacja w domu, u mnie chaos w głowie. Szybki rachunek sumienia, jeden, drugi, i nic. Komenda Policji. Pierwsze pytanie: A jak to Panie Urbanowski było z tą skargą na Starostę? Kolana mi zmiękły.
Okazało się, że ktoś złożył doniesienie do prokuratury na złe funkcjonowanie Starostwa a Policja miała to wyjaśnić! Spadł mi ciężar z serca. Szybko domyśliłem się, że tym „kimś” była komisja Rady do spraw skarg lub któryś z jej członków. Wniosek: Głupota i kompletne niezrozumienie istoty samorządności i to po piętnastu latach jej funkcjonowania!
Po moim ostatnim felietonie, otrzymałem list od radnego Czesława Sitarza korygujący moje wnioski dotyczące wysypiska miejskiego w Wołominie. Zamieściłem go na stronie internetowej Życia. Miałem rację, bo dzięki temu otrzymałem materiały które mówią, że „majstrowanie” przy wysypisku może kosztować budżet miasta, tylko w 2006 roku, ok. 3 milionów złotych. Ale o tym, to już Pan Sitarz nie wspomniał.
Czy ci radni nie mają przyjaciół z telefonem?