175 wyświetleń
02. Wiosenne słoneczko
Edward M.Urbanowski
Wiosenne słońce potrafi zdziałać cuda. Ponurak się śmieje, leń zabiera się do roboty a zazwyczaj opryskliwy urzędnik, życzliwie traktuje petenta. Budzimy się po zimie, jakby w innym świecie. Wszystko nas cieszy, snujemy plany, marzymy o lepszym jutrze. Wczorajsze przeszkody i przykrości, dzisiaj nas bawią. Lubię wiosnę, a zwłaszcza pierwsze przebiśniegi. Mam do tych delikatnych leśnych kwiatków szczególny sentyment. Budzą we mnie nadzieję na nowe życie.
Nie mogę tego powiedzieć o wiosennych poczynaniach rady miejskiej w Wołominie. Za sprawą radnego Pana Czesława Sitarza powrócił problem wysypiska miejskiego. Rada postanowiła przekazać je Miejskiemu Zakładowi Oczyszczania. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie „drobny” fakt, że wysypisko funkcjonuje prawidłowo, a powiedziałbym nawet, wzorcowo. Zarządzająca nim prywatna firma przynosi też wcale niemałe dochody do kasy miasta. Trudno mi zrozumieć powody, dla których Pan Sitarz zgłosił tak ważny wniosek bez konsultacji w komisjach rady. Tak nie powinien postępować doświadczony radny. A jeżeli już się zdecydował zgłosić go na sesji rady to powinien zwrócić się do komisji o opinię. Tego nie zrobił. Rada, a tu się dziwię Pani Henryce Żabik, nie zbadała skutków finansowych przekazania wysypiska MZO. Przecież wysypisko, to nie tylko dochody, ale również wydatki, które trzeba będzie ponieść na rozbudowę, a w późniejszym czasie, i na rekultywację. Płacić będziemy my i nasze dzieci, bowiem przez trzydzieści lat po zamknięciu wysypiska należy nad nim sprawować opiekę. MZO nie są przecież samodzielnym podmiotem gospodarczym, a zatem to organ prowadzący, czyli miasto, będzie zobowiązane łożyć na ten cel.
I tu dochodzimy do istoty, czyli do odpowiedzialności radnego za przyszłość i rozwój miasta. Nie jest bowiem prawdą, że to tylko radni popierający burmistrza, czy wójta, ponoszą odpowiedzialność. Na każdym radnym ciąży ten obowiązek. To co się wydarzyło w Wołominie, jest moim zdaniem, przykładem nieodpowiedzialnego traktowania swoich obowiązków przez radnych. Przecież ten wniosek nie powinien być poddany pod głosowanie, a skierowany do komisji. I jeżeli nawet Pan Sitarz, czy Pani Żabik, mieli „słabszy” dzień, to gdzie byli i co robili pozostali radni? Autorytet wnioskodawcy to chyba zbyt słaby argument, by podejmować tak ważną decyzję.
A może wiosenne słoneczko było za chmurami?