Kategoria Nr 0066, 21 czerwca 2007 (21 czerwca 2007).
67 wyświetleń

08. Przed Opolem

Jan Pietrzak

Mam wystąpić za parę dni na opolskim festiwalu. Jeżeli szalejąca tam podobno cenzura przepuści moje wywrotowe żarty. Cenzurować ma Marcin Wolski, kolega z kabaretu, o czym przeczytałem w gazetach jakiś czas temu. On sam co prawda nic nie wie o cenzurowaniu, ale czy gazety mogły by tak prymitywnie kłamać? To było pytanie retoryczne.

Niezależnie od wszystkiego – powrót do opolskiego kabaretonu po kilkunastu latach odstawki, to dla mnie wydarzenie skłaniające do nostalgicznych wspomnień… co u staruszka nie jest chyba niczym nagannym.

Na początku nie bardzo było wiadomo co to ma być za impreza. Nachodzili nas w kabarecie Hybrydy fajni ludzie: Mateusz Święcicki i Jerzy Grygolunas z radiowej Trójki i namawiali do udziału. Sami też nie wiedzieli co z tego wyniknie, ale był w nich zapał entuzjastów. Podobnym entuzjastą okazał się ich opolski wspólnik – Karol Musioł. Jakiż to był świetny gość, zwany Papa Musioł. Życzliwy dla całej artystycznej zbieraniny, przeróżnej zresztą jakości. Uznani artyści i przypadkowi amatorzy, poezja najwyższej próby i estradowa chałtura, big-bit i lokalowi szansoniści… Bez ładu i składu wpuszczano tę zbieraninę do amfiteatru, i powstawały wieczory pełne wdzięku i niespodzianek. Bałagan estetyczny był dużą zaletą, ponieważ odbiegał od wyważonej, sztampowej, odpowiedzialnej „rozumicie, wicie” rozrywki dla mas.

Tak to się odbywało w czasie pierwszych festiwali, dopóki nie położyła na nich łapy telewizja, cenzura i urzędowi esteci z„kumitetu cyntralnego naszy partii. ” Zaczęli piosenki dzielić na gatunki, prześwietlać wykonawców, strzyc głowy bigbiciarzom, zakrywać dekolt Kaliny Jędrusik, ustawiać ideologicznie jurorów… Przede wszystkim cały kabaretowy, najciekawszy nurt wyrzucili z amfiteatru do małych sal Szkoły Muzycznej i Szkoły Pedagogicznej. Dopiero w 73. roku udało się kabarety wprowadzić z powrotem do amfiteatru, nie bez mojego udziału, przyznam nieskromnie. Przez jeden rok pracowałem w telewizji i wmówiłem decydentom nocny kabareton w składzie: Tey, Elita, Salon Niezależnych i moja Egida. Jak na tamte lata była to znacząca demonstracja odważnej satyry i wyzwolonego śmiechu. Natychmiast prezes Krwawy Maciek wywalił mnie z telewizji i następny kabareton w jakim mogłem wystąpić odbył się dopiero w 81. roku. Była to triumfalna Opolska Noc Kabaretowa czasu Solidarności. Najlepszy moim zdaniem koncert jaki w ogóle widziało Opole.

Potem nastąpiło kilka lat przerwy w stanie wojennym, bo generałom nie było do śmiechu. Na przełomie ustrojów zachłysnęliśmy się wolnością i udało się zagrać kilka razy pod nazwą Imieniny Pana Janka. Ostatni raz w 93. roku, kiedy to telewizyjni ubecy i niezdolni koledzy doszli do wniosku, że Kabaretu pod Egidą do Opola nie należy już wpuszczać, bo żartuje z ówczesnych „świętych krów”: Wałęsy, Michnika, Kuronia, Gieremka…

Teraz znowu przyszła wolność do Opola i zaproponowano mi występ, tyle, że nie dłuższy niż 5 minut, bo są ograniczenia czasowe. A więc wolność już jest, ale brak czasu by z niej skorzystać. Zobaczymy co z tego wyniknie… Ech, życie, życie…