89 wyświetleń
12. Mamy problem…
Budżet Wołomina na 2005 r. to 80,6 mln zł po stronie wydatków, z czego 10,9 mln zł to wydatki inwestycyjne.
W mieście na skutek wieloletnich zaniedbań fatalne są drogi i ulice, w centrum straszą stare, rozpadające się komunalne rudery, reprezentacyjna Kościelna latem cuchnie jak ściek. Wciąż nie starcza pieniędzy,
11 mln zł na inwestycje to kropla w morzu potrzeb. Nie brakuje za to opracowywanych wciąż nowych planów rozwoju. Brakuje też rozsądku. Od prawie roku najważniejszym problemem miasta i gminy jest wybudowany i oddany właśnie do użytku market. Stanowi największe zagrożenie dla miasta i jego mieszkańców, ponieważ został wybudowany na terenie ruin huty, które były „prawdziwą wizytówką i ozdobą miasta”. Można było pochodzić po zgliszczach i ruinach dawnej huty i powspominać z sentymentem o latach minionych…; co prawda raczej nie wieczorem, bo można tam było oberwać po buzi. O markecie głośno za sprawą kupieckich protestów. Najgorsze w tym wszystkim jest też to, że ci okropni mieszkańcy miasta i sąsiednich miejscowości robią masowo zakupy w nowo otwartym markecie i nic sobie nie robią z tego, że przecież te świątobliwe ruiny mogłyby postać tam jeszcze ze sto lat.
A teraz poważnie. Jesteśmy świadkami, jak jedna grupa społeczna próbuje dla realizacji swoich interesów biznesowych wykorzystać decyzje administracyjne i zablokować konkurentów. Kupcy bronią się przed konkurencją, tyle, że to właśnie konkurencja w handlu powoduje, że ceny towarów są coraz niższe, a sklepy coraz większe i bardziej eleganckie. Tylko to wymaga inwestycji, blokada zaś konkurencji za pomocą decyzji administracyjnych, to inwestycja bezkapitałowa.
Nie można mówić, że miasto nic dla kupców nie zrobiło. Za kilkaset tysięcy zł. zmodernizowano targowisko przy ul. 1 Maja, kolejne setki tysięcy wydano
w zeszłym roku na przebudowę Placu 3-go Maja, co znacznie uatrakcyjniło znajdujące się tam sklepy, burmistrz obiecał modernizację targowiska przy ul. Armii Krajowej. To sporo jak na dwa lata urzędowania burmistrza.
Jest też jeden mały problem, którego ani ratusz, ani starostwo nie rozwiąże – na imię mu klienci. Oni już wybrali i robią zakupy w centrach handlowych i dużych sklepach. Rewolucja w handlu już się dokonała i kupcy
w Wołominie albo dołączą do zmian, albo sami siebie zmarginalizują.
Centrum handlowe to szansa nie tylko dla klienta, ale i dla lokalnego handlu. Do marketu jeździmy po popularne rzeczy spożywcze i gospodarstwa domowego, to trwała tendencja. Natomiast inne przedmioty lubimy kupować w sklepach specjalistycznych: ubrania, obuwie, kosmetyki, meble, nie mówiąc o świeżych owocach oraz mięsie
i wędlinach. Tu markety nie są poważną konkurencją.
Jeśli Nasz Klient kupi wszystko w Wołominie, to może nie pojedzie do Warszawy, dla niego też wygodniej jest robić zakupy niedaleko domu, a nie godzinami tkwić w ulicznych i marketowych korkach. Chyba czas, by rozpalone głowy ktoś polał może nie zimną wodą, ale duża dozą rozsądku.