56 wyświetleń
Edward M. Urbanowski: – Brak mi słów
Przywódcy najbogatszych państw świata spotkali się w Rzymie. Nie w głowach był im kryzys światowej gospodarki czy obawa o przyszłość. Szampańska zabawa trwała do rana! Dla uspokojenia własnych sumień wyasygnowali dla głodujących w Trzecim Świecie dodatkowo 20 miliardów dolarów. I to było wszystko co zrobili. Tylko w Polsce politycy i media lubią dużo mówić o kryzysie, kataklizmach, głodzie i bezrobociu. Tak, jakby już nie istniały inne tematy. Mam wrażenie, że dla tych środowisk, im gorzej i straszniej tym ciekawiej. Chociaż, gdy przed kilkoma dniami pożar zniszczył zakłady mięsne w Łysych pod Ostrołęką i bez pracy zostało półtora tysiąca ludzi, to na pogorzelisku nie zauważyłem Pana Prezydenta. Zawsze w podobnych sytuacjach był, ale nie tym razem. Czyżby skala tego nieszczęścia przerosła jego wyobraźnię? Nie sądzę. Poszło, zapewne, o pieniądze. Gdyby przyjechał, to by musiał coś obiecać. Jakąś zapomogę, pomoc, datek. A tak, zaoszczędzi. Tylko na kim? Nie oglądając się na Prezydenta, rząd jednak zapowiedział wsparcie i zakłady, prawdopodobnie jesienią, wznowią produkcję. Ale o tym już media i Pan Prezydent głośno nie mówili. To była zbyt optymistyczna wiadomość!
Podobnie ma się rzecz z łataniem dziury w budżecie państwa. Wiadomo już, że w tym i w przyszłym roku wydatki państwa będą większe jak wpływy z podatków. Wiadomo też, że taką różnicę pomiędzy lewą a prawą stroną budżetu rząd może pokryć zaciągnięciem kredytu, podniesieniem podatków czy sięgnięciem po rezerwy. Prawo i Sprawiedliwość jest zwolennikiem zadłużania państwa, Pan Prezydent chciałby eksperymentować na stopach podatkowych a rząd myśli sięgnąć do rezerw. A te są i to niemałe! W majątku narodowym i w bankach leżą miliardy. Szkopuł w tym, że w przyszłym roku będą wybory i opozycji – PiS i SLD – bardzo, ale to bardzo zależy, by to łatanie dziury budżetowej odbyło jak najbardziej boleśnie dla zwykłego obywatela. By każdy idący do urny czuł ciężar kryzysu na własnych plecach!
Pomysł PiS, by państwo zaciągało kredyty pod inwestycje współfinansowane przez Unię, ma jedną zasadniczą wadę. Nie ma gwarancji, że te roboty byłyby wykonywane przez polskie firmy. Z przetargami różnie bywa! Oznacza to, że mielibyśmy autostrady, ogromne długi i zastój w inwestycjach na długie lata. Podobnie jak po inwestycjach Gierka, gdy przez trzydzieści lat spłacaliśmy zaciągnięte na nie kredyty. Tu PiS przesadził!
Z kolei Pan Prezydent chce obniżenia o 3 czy 5 procent stawek podatku VAT. Twierdzi, że wzrosłyby zakupy i nastąpiłoby ożywienie w gospodarce. Jest to obłudne rozumowanie, bo wiadomo po wyprzedażach w supermarketach, że tylko znaczące przeceny zwiększają sprzedaż i chodzi tu o obniżki rzędu 30, 50 i więcej procent. Proponowana kilkuprocentowa obniżka VAT zmniejszyłaby tylko wpływy do budżetu państwa, pogłębiając deficyt, a nie ożywiła gospodarkę.
Rząd zaproponował inne rozwiązanie, nieodczuwalne przez ogół społeczeństwa. Sięgnąć po pieniądze z rezerwy Narodowego Banku Polskiego, zysków wypracowanych przez PKO BP i inne spółki skarbu państwa oraz przystąpić do dalszej prywatyzacji majątku narodowego. A tam, gdzie się da, ograniczyć wydatki. Ale w tym momencie pojawia się uśmiechnięty Pan Prezydent, mówiąc: To złe propozycje! Co pozostaje? W roku wyborczym podnieść podatki wszystkim obywatelom!