107 wyświetleń
Edward M. Urbanowski – Inny świat
Tego jeszcze w historii Polski nie było. Do Warszawy, w ostatnich dniach kwietnia, przyjechało 19. szefów rządów reprezentujących najważniejsze kraje naszego kontynentu. Gościła ich Platforma Obywatelska i osobiście premier Donald Tusk. Przez dwa dni to Warszawa była centralnym punktem Europy!
Tej wizji nie mogli znieść politycy Prawa i Sprawiedliwości. Trudno się zresztą im dziwić, bo gdy oni organizowali 90 – lecie odzyskania przez Polskę niepodległości, to na ich zaproszenie, chyba, jedynym zagranicznym gościem był Prezydent Afganistanu. Wściekli, zwrócili się więc do prokuratury, by ta zbadała skąd Platforma wzięła pieniądze na sfinansowanie tego historycznego spotkania. Cały PiS!
Ale to nie wszystko. W tych dniach przyjechała do Warszawy również grupa związkowców z Gdańska, by zaprotestować przeciwko zamykaniu polskich stoczni. Szkopuł jednak w tym, że byli to ci sami związkowcy, którzy jesienią ubiegłego roku pojechali do Brukseli, by podziękować władzom Unii za zamknięcie konkurencyjnych dla nich stoczni w Gdyni i Szczecinie! Wydawało im się, że gdy zniknie konkurencja, a mając poparcie PiS, będą mogli, jak dawniej, żyć z subwencji polskiego rządu. Na nasze szczęście, przeliczyli się, bo stocznia gdańska nie może już otrzymać kolejnych 150 milionów złotych, gdyż jest – za zgodą tychże związkowców – własnością ukraińskiej spółki ?ISD Polska”. Mówiąc brutalnie: Z problemami to już nowy właściciel musi sobie sam poradzić. Ale nie to, tak naprawdę, zdenerwowało gdańskich stoczniowców. Okazało się, że wbrew temu co mówi PiS, nie jest jeszcze przesądzone, że stocznie w Gdyni i Szczecinie przestaną istnieć. Są sygnały, że będą tam jednak produkowane statki! To by oznaczało, że zwalniani dzisiaj stoczniowcy znaleźliby pracę w nowych zakładach. I właśnie ta perspektywa na pracę w nowej stoczni stała się kością niezgody pomiędzy związkowcami z Gdańska a związkowcami z Gdyni i Szczecina. Chodzi rzecz jasna o pieniądze! Zwalniani stoczniowcy otrzymują bowiem od państwa duże odprawy, szkolenia i daleko idącą pomoc. Gdyby ponownie zostali zatrudnieni w stoczni, to nikt by im tych odpraw nie zabrał. Mieli by pieniądze, pracę i dodatkowe kwalifikacje! Ale z tym nie chcą się pogodzić związkowcy z Gdańska. Oni też by chcieli dostać pieniądze, bo i oni stoczniowcy. Tylko za co? Może za wyjazd do Brukseli, a może za współpracę z PiS? Trudno w to dzisiaj uwierzyć, ale tak właśnie miała wyglądać IV RP. Społeczeństwo bez ?Solidarności” ale za to z PiS-em nagradzającym za wierną służbę! To nie fantazja. Przecież wiarę w wszechmocną partię, lekceważenie prawa i naigrawanie się ze sprawiedliwości oglądaliśmy kilka dni temu na ulicach Warszawy! To nie zwalniani z pracy stoczniowcy Szczecina i Gdyni rzucali petardy, palili opony i walczyli z policją. To byli stoczniowcy z Gdańska, którzy jeszcze nie tak dawno śmieli się w nos zwalnianym kolegom. Czyżby liczyli na naszą krótką pamięć?
Ale nie tylko to, w tych dniach, widzieliśmy w Stolicy. Na ulicach pojawili się również Europejczycy. Trudno w to uwierzyć, ale premier Włoch spacerował sobie po Nowym Świecie, rozmawiał z ludźmi i zabawiał dzieci. Zwyczajny człowiek, uśmiechnięty, szczęśliwy, nie zasłonięty kordonem ochroniarzy.
Do tego świata jeszcze nam daleko.