144 wyświetleń
Edward M. Urbanowski – Intryganci
W ubiegłym tygodniu wydarzyła się ciekawa historia. Posłowie prowadzący dochodzenie w aferze hazardowej zażyczyli sobie, by przed ich obliczem stanął Ryszard Sobiesiak, biznesmen z Wrocławia. I tak też się stało! Pan Sobiesiak stanął przed komisją i zapytał, czy posłowie chcą poznać prawdę, bo jeżeli tak, to przesłuchanie nie może się odbyć przed kamerami telewizyjnymi, gdyż informacje jakie posiada są zastrzeżone przez prokuraturę i nie można ich publicznie wyjawić. Jak było do przewidzenia, posłowie nie byli zainteresowani poznaniem prawdy, gdyż ta ich nie interesowała, chcieli wystąpić na żywo przed kamerami telewizyjnymi! Z siedmiu posłów, w pierwszym głosowaniu, tylko jeden – z PO – wstrzymał się od głosu nad wnioskiem o utajnienie przesłuchania. W kolejnym głosowaniu, już tylko posłowie PiS i SLD nie chcieli utajnienia przesłuchania, gdyż doskonale wiedzieli, że to nie oni by odpowiadali za wyjawienie informacji poufnych czy zastrzeżonych a wyłącznie przesłuchiwany Ryszard Sobiesiak. Nie trudno zgadnąć, że ci posłowie chcieli być sprytniejsi od przesłuchiwanego biznesmena i na miarę swojej inteligencji wymyślili taką właśnie intrygę. I zaszła rzecz niespotykana, to nie posłowie Wassermann i Kempa z PiS i Bartosz Arłukowicz z SLD bronili prawa a zrobił to człowiek o którym jeden ze wspomnianych tu posłów powiedział: ?kryminalista?. Trudno się więc dziwić słowom jakie usłyszała cała Polska z ust Ryszarda Sobiesiaka: ?Znalazłem się przed komisją, bo walcząc o swoje interesy wszedłem do świata zastrzeżonego dla polityków. W tym świecie obowiązują inne zasady. Zasady, których nie znałem. Tutaj kłamstwo, pomówienie, zła wola zastępują argumenty, dowody i racje.? Za te słowa, ?postępowa część ludzkości?, reprezentowana przez europosła PiS Adama Bielana, nazwała Ryszarda Sobiesiaka ?chamem?. Ale powiedział i chwała mu za to, bo politycy z PiS i SLD szybko zrozumieli, że ich intryga nie spowodowała eksplozji. Pojawił się tylko nieprzyjemny zapach.
O innej intrydze tych partii opowiedzieli dwaj stołeczni radni, Jarosław Krajewski z PiS i Sebastian Wierzbicki z SLD. Panowie publicznie wyjawili jak ich partie chciały zbić kapitał polityczny na … śniegu. Wiadomo, zima, wyjątkowo duże opady i te wszędzie zalegające hałdy śniegu! Partie wpadły na bardzo prosty pomysł. Najpierw PiS zaatakowało Panią prezydent Warszawy za to, że nic nie robi z zalegającym śniegiem, później to samo zrobiły zaprzyjaźnione gazety i wreszcie ?zwykli? mieszkańcy Stolicy zaczęli dzwonić na wszystkie dostępne telefony interwencyjne. Śnieg, śnieg i jeszcze raz śnieg! Szybko więc usunięto hałdy śniegu z kilku przystanków autobusowych i z paru ulic. Wydawało się, że to zaspokoi oczekiwania interweniujących. Nic bardziej mylnego! Okazało się, że chodziło tu o złapanie władz miasta na czymś bardziej poważnym. Na ekologii! Przecież śnieg zebrany z ulic miasta jest z solą i innymi związkami chemicznymi i nie może być wrzucony do wody czy wywieziony na pola. Trzeba go oczyścić w oczyszczalni jak brudną wodę. I na to właśnie liczyło SLD. Przycisnąć a władza popełni błąd. W te sidła wpadły już Zakłady Transportu Miejskiego za śnieg wywieziony z przystanków!
I co w tej sytuacji ma zrobić burmistrz Wołomina z hałdami śniegu zalegającego na ulicach i placach?