91 wyświetleń
To takie proste
Edward M.Urbanowski
Dzień zakochanych. Siedzę samotnie i słucham radia. Słuchacze opowiadają o swoich wielkich, a w ich mniemaniu bardzo wielkich, miłościach swojego życia. To przyjemne w odbiorze wyznania. I tyle tylko. Bo dla mnie, to tylko ckliwe, banalne historie snute o wyjątkowych zaletach wybranki (wybranka) serca, dającej (dającego) szczęście i radość. Bo ponoć to tylko jest najważniejsze; szczęście i radość! Mam wątpliwości, czy tylko o to chodzi w miłości dwojga ludzi.
Jak powiedział mój ulubiony Myśliciel: „Jedyna miłość, która naprawdę uszczęśliwia, to ta, która wyjść umie ponad nieuchronny niemal spór o przewagę, o posiadanie. A umie ona to tylko wtedy, gdy jest zorientowana dynamicznie, na zewnątrz; gdy jest jakąś formą wspólnego duchowego postępu ku czemuś, co jest kochane wspólnie. (…) Zdolność kochania jest zatem zdolnością do afirmacji i akceptacji każdej ludzkiej osoby, tak własnej, jak i cudzej. Nie jest więc prawdziwą miłością takie uczucie, jakie przeżywa się wyłącznie wobec jednego człowieka; wtedy bowiem mamy do czynienia jedynie z przywiązaniem. (…) Celem miłości jest przedłużenie istnienia nie poszczególnych osobników, lecz tego, co one osiągnęły. I tylko ci mają prawo do kochania, których miłość prowadzi do doskonalenia się, bo prawdziwe szczęście jest szczęściem wzrastania”. By dalej nie zanudzać; kochają tylko ci, którzy chcą i są zdolni zrobić coś dla innych, nawet obcych sobie ludzi. A ilu jest takich?
Kilka dni temu w tygodniku Solidarność ukazał się artykuł poświęcony SPZZOZ (szpitalowi) w Radzyminie kierowanemu przez doktor Elżbietę Główkę, radną powiatową. Jest to jedyna w powiecie, a chyba i w kraju, tak duża placówka medyczna prowadzona przez gminę, która nie ma zadłużenia. To nowoczesny, bardzo dobrze wyposażony w sprzęt medyczny ośrodek z którego usług pacjenci są zadowoleni. I chyba o to chodzi! Niezadowolonymi są tylko pracownicy szpitala, którzy uważają, że za mało zarabiają, bo Pani doktor prowadzi złą gospodarkę finansową, myśląc wyłącznie o własnym interesie.
Pracownicy mają prawo tak osądzać pracodawcę, bo to w końcu nijaki Marks już 150 lat temu pisał coś o źle dzielonej wartości dodatkowej (zysku). Rzecz jednak w tym, że szpital nie ma być przytulnym gniazdkiem dla pracowników a wyłącznie dla chorych ludzi. To kodeks pracy ma regulować interesy pracowników i powołane do tego państwowe służby, a w spornych już sprawach, sądy. W przywołanym tekście z tygodnika Solidarność mowa jest tylko o zarzutach wobec Pani dyrektor a nie o rozstrzygnięciach czy wyrokach sądowych. Odniosłem wrażenie, że pracownicy są źli, tylko dlatego, że szpital nie ma długów i brak jest podstaw do prowadzenia akcji protestacyjnej w sprawie umorzenia zadłużenia które mogłoby powstać, gdyby na czele szpitala stał ktoś inny. W tym zamieszaniu nikt już nie mówi o chorych, którym wszystkie strony sporu winne służyć. Mały budynek a kilka światów; chorzy, personel i Dyrektorka.
Jestem przekonany, że w środowisku w którym nie ma miłości, wszyscy czują się źle. A jedynymi którzy na tym tracą najwięcej, to ci najsłabsi, chorzy, dla których 14. lutego to tylko kolejny dzień pobytu w szpitalu.