Nr 0001, 30 stycznia 2004

Udana akcja

Z dnia: 28 lutego 2004, brak komentarzy

Wiesław Kazana

Czas akcji: smutny,
szary, ubłocony wołomiński dzień.

Warunki: ulicami
przemykają zmęczeni przechodnie, kierowcy samochodów z trudem
znajdują miejsce do parkowania.

Miejsce: na przykład
ulica Kościelna lub Armii Krajowej przy bazarku w Wołominie (proszę
o informacje gdzie jeszcze).

Bohaterowie: patrol
policji, kierowcy samochodów.

Przebieg akcji:

1. Wersja policyjna:
przestępca z wyjątkowym cynizmem łamie prawo – parkuje samochód
w miejscu zabronionym. Spotyka się z natychmiastową i zdecydowaną
reakcją – otrzymuje mandat.

2. Wersja kierowcy: po
bezskutecznym poszukiwaniu miejsca do parkowania zatrzymałem samochód
na chodniku. Miejsca dla pieszych dużo, pojazd nikomu nie
przeszkadza. Po powrocie z zakupów dowiaduję się, że jestem
przestępcą i muszę ponieść stosowną karę – zapłacić mandat.
Jestem oburzony, bo samochód nie zagrażał ruchowi drogowemu, a
zachowanie policji odbieram jako szykanowanie spokojnego obywatela.
Wściekły w pierwszym odruchu obiecuje sobie, że nigdy nie będę robił
tu zakupów.

Konsekwencje akcji:

  • bezradni
    właściciele sklepów i pawilonów przyglądają się jak
    „władza” niszczy podstawy ich bytu – wypędza
    potencjalnych klientów z miejsc gdzie prowadzą swoją
    działalność.

  • zmniejszają się
    obroty, maleją dochody, więc i odprowadzane podatki – budżet
    miasta jeszcze bardziej biednieje.

Ogólne tło
społeczne zaistniałych zdarzeń : w tym czasie w Wołominie lub innej
miejscowości rozwydrzone wyrostki:

  • podpalają
    pojemniki do sortowania śmieci

  • niszczą sprayem
    elewacje nowych budynków

  • okradają bezbronną
    staruszkę

  • młodemu chłopakowi
    z gimnazjum lub liceum kradną telefon komórkowy, kurtkę lub
    markowe buty

  • dewastują klatki
    schodowe w na naszych osiedlach.

Ale nie ma co biadolić,
przecież zawsze można poradzić sobie z każdym problemem. W tym
wypadku wystarczy:

  • zorganizować się w
    jakąś grupę i wyznaczyć swoich przedstawicieli, którzy znajdą
    czas i determinację do „chodzenia” po urzędach

  • dokonać rozeznania
    czy droga jest miejska, powiatowa czy wojewódzka

  • w zależnosci od
    jej statusu kierować pisma do Burmistrza, Starosty lub Wojewody z
    prośbą, aby zlecili swoim służbom analizę celowości ustawienia
    znaków zakazu parkowania w tych właśnie miejscach

  • dać na Mszę Św. w
    intencji pozytywnego załatwienia sprawy i cierpliwie czekać.

W Zielonce Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagrała za ponad 40.000 złotych.

Z dnia: 28 lutego 2004, brak komentarzy

Witold Herman

Tradycyjnie już, jeśli
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra w Zielonce, to słyszy ją cała
Polska.

W tym roku w Zielonce
grano wyjątkowo donośnie.


Tegoroczne granie
przybrało, na propozycję Piotra Wyszyńskiego, szefa sztabu Orkiestry,
nową formę. Uczestnicy imprezy mogli podziwiać serię pokazowych meczy
piłkarskich z udziałem sław z tej dziedziny sportu, przeplataną
występami artystów.

Imprezę obszernie
relacjonowały liczne stacje telewizyjne: TVP 1, TVP 2, TVP 3 i Canal
+. Organizatorzy umiejętnie wykorzystali ten dzień na promocję
swojego miasta i nowej hali sportowej przy miejskim gimnazjum.

Wybrańcy Narodu kontra
Teleexpres

Szczególnym
zainteresowaniem cieszył się mecz pomiędzy „Wybrańcami Narodu”
a drużyną „Teleexpresu. „Wybrańcy Narodu” wygrali
3:1. Sędziował sam prezes PZPN – arbiter międzynarodowy Michał
Listkiewicz.

W pozostałych meczach
wspaniałe „Orły Górskiego” po remisie 2 : 2
pokonały w rzutach karnych artystów z „RAP-u”,
drużyna TVP 2 z Maciejem Szczęsnym wygrała 1 : 0 z Fundacją WOŚP,
„Energetycy” z Wołomina wygrali 4 : 2 z PPL „LOT”,
a „Biznesmeni” pokonali 5 : 4 drużynę Urzędu Skarbowego z
Wołomina.

Wielką atrakcją dla
publiczności było spotkanie z zawodnikami Legii – Warszawa, którzy
przywieźli na licytację wiele ciekawych gadżetów, a dwaj z
nich D. Dudek i A. Vukovic prywatnie ofiarowali na rzecz Orkiestry
odpowiednio 2000 i 1000 złotych.

Całej ekipie „Legii”
zgotowano ogromną owację.

Przybyła też jak co
roku kawalkada kilkudziesięciu „garbusów”.

Sportowo ze śpiewem

W części artystycznej
wystąpili: Chór Seniora i Chór Męski im. Józefa
Gromali z Zielonki, chór WIWAT z Bielan wraz z Januszem
Tylmanem, kwartet „PRIMA VISTA” (Simfonia Varsovia),
Stanisław Jopek z grupą z „Mazowsza”, Krzysztof Tyniec i
Andrzej Rosiewicz. Były też piękne popisy tancerzy, pokaz fechtunku
grupy szermierki historycznej „Karabela” oraz oczywiście
występy dzieci i młodzieży z zielonkowskich szkół. Imprezę
zakończył koncert zespołu „Sztos” i pokaz motocykli grupy
„Steel Roses MC Warszawa”.

Licytacje

Podczas imprezy
licytowano: koszulkę z autografem Jerzego Dudka, którą
przywiózł jego brat Dariusz za 1400 zł; koszulkę ofiarowaną
przez Kazimierza Górskiego z autografami bohaterów
Wembley’73 za1500 zł; koszulki, piłki i kalendarze „Legii”
z autografami trenera i piłkarzy; dres Grzegorza Lato; pamiątkową
piłkę z autografami uczestników meczu „Wybrańcy Narodu”
- „Teleekspress”; niezwykłą szablę od grupy „Karabela”
za 2300 zł; duży model samolotu Boeing od PPL „LOT”;
stylowy obraz oferowany przez gen. Ryszarda Grosseta – z-cę
komendanta głównego PSP, oryginalną koszulkę „GROMU”
od byłego dowódcy płk. Leszka Drewniaka i wiele innych
wzruszających darów przekazanych na rzecz Orkiestry przez
licznych ofiarodawców. W akcję włączyli się członkowie
zielonkowskiego klubu „Muminki”, którzy na tę
okazję namalowali pięc obrazków, które dały dochó
790 zł.

Licytacje z wielka
ekspresją prowadzili: Piotr Wyszyński i Robert Smoderek dyrektor
MOK-u. Pomagali im zaproszeni goście: Artur Żmijewski, Stanisław
Jopek, Jerzy Engel, Robert Smoktunowicz, Maciej Orłoś, Grzegorz Lato
czy Lesław Żmikiewicz.

- Cieszy mnie, ze w
przygotowanie Orkiestry w Zielonce zaangałowało się mnóstwo
dzieci, młodzieży oraz osób dorosłych. Efektem wspólnej
pracy była wspaniała impreza – powiedział nam Adam Łossan, burmistrz
Zielonki. Komu nie udało się dostac do wnętrza hali sportowej mógł
cała zabawe oglądac na dwóch telebimach ustawionych przed
szkołą. Akcja w Zielonce zaowocowała kwotą 40.150,12 zł.

Wyimek

Zaangażowanie w
przygotowanie WOŚP wielu mieszkańców Zielonki, małych i
dużych, zaowocowało zebraniem dużej kowty pieniędzy. Miasto zyskało
wielka promocję.

Koszulka za 1500 zł.

Ramka 1

„Wybrańcy
Narodu” w składzie: senatorowie – Robert Smoktunowicz (kapitan)
i Grzegorz Lato, posłowie – Krzysztof Oksiuta, Ryszard Kalisz, Janusz
Piechociński i Zbigniew Chrzanowski (bramkarz), starosta Konrad Rytel
i wicestarosta Grzegorz Dudzik, burmistrzowie – Jerzy Boksznajder -
Ząbki, Jacek Kowalski – Nowy Dwór Mazowiecki, Adam Łossan -
Zielonka, Jerzy Mikulski – Wołomin i Zbigniew Piotrowski – Radzymin
oraz wójt Dąbrówki Tadeusz Bulik i radni – Robert Deska
oraz Grzegorz Grabowski z Zielonki, Gole dla „Wybrańców”
strzelili: Grzegorz Lato, Jacek Kowalski i Grzegorz Dudzik

Ramka 2

Drużyna „Teleexpresu”
w składzie między innymi: Macieja Orłosia, Hirka Wronę i Marka
Sierockiego. Gola strzelił Sławomir Furgał z redakcji sportowej TVP
3.

Wołomin – życiowy przystanek

Z dnia: 28 lutego 2004, brak komentarzy

Miron
Cichecki sam o sobie

O
swojej rodzinie opowiada Miron Cichecki, wieloletni prezes i działacz
Wołomińskiego Klubu Sportowego „Huragan”, Prezes
Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Obwodu Rajski Ptak Koło w
Wołominie.


Urodziłem
się 8 sierpnia 1914 roku w warszawskiej gminie Brudno, gdzie mój
ojciec Józef Cichecki, który jako nieliczny z Polaków
pod zaborami ukończył studia samorządowe w Lipsku, był sekretarzem
gminy.

W
domu było nas czworo rodzeństwa. Ja jestem najstarszy. Mam jeszcze
brata i siostrę. Z całej naszej czwórki nie żyje moja siostra
Alina, która była reprezentantką Polski w gimnastyce sportowej
na Olimpiadzie w Berlinie w 1936 roku. Dzięki temu i mnie udało się
być na Olimpiadzie i napisać kilka korespondencji dla prasy polskiej
z przebiegu konkurencji olimpijskich. Dzięki siostrze poznałem kilka
znakomitych polskich sportsmenek. Stanisławę Walasiewicz – Olson
złotą medalistkę Igrzysk w Los Angeles i srebrną z Berlina w biegu na
100 metrów, J. Wajsówną trzecią w Los Angeles i drugą w
Berlinie w rzucie dyskiem czy M. Kwaśniewską trzecią w Berlinie w
rzucie oszczepem. Sam uprawiałem sport (skok w dal i sprint), byłem w
kadrze Polski w kategorii juniorów w lekkoatletyce.

Przystenek
Pruszków

W
1919 roku mój ojciec został pierwszym burmistrzem Pruszkowa.
Nominację na to stanowisko otrzymał z rąk Naczelnika Państwa
Polskiego Józefa Piłsudskiego. To nie była przypadkowa
nominacja. Z rodziny trzech moich wujków ochotniczo służyło w
Wojsku Polskim. Nicefor Michalski i Leonard Michalski – ze strony
mamy oraz Leon Cichecki – 18 letni brat ojca. Wszyscy oni walczyli
pod Ossowem. Dwóch z nich nawet było tu rannych.

W
tamtych latach olbrzymi wpływ na to co działo się w mieście miała
lewica, którą we władzach Pruszkowa reprezentował
wiceburmistrz Stanisław Berent należący do PPS -Lewicy. Mój
ojciec nie należał do żadnej partii. Z takich ciekawostek powiem, że
ojciec mój był pierwszym w Europie burmistrzem, który
wprowadził w swoim mieście prohibicję. Pamiętam jak kobiety przyszły
pewnego dnia pod magistrat i krzyczały z radości: – Niech żyje
burmistrz Cichecki – tak się cieszyły z wprowadzenia w Pruszkowie
prohibicji ograniczającej nadmierne spożycie alkoholu przez ich mężów
i synów.

W
Pruszkowie ukończyłem Gimnazjum im. Tomasza Zana a następnie
studiowałem prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Służbę wojskową
odbyłem w Szkole Podchorążych przy 24 pułku piechoty w Łucku na
Wołyniu którą ukończyłem z pierwszą lokatą.

W
Pruszkowie ojciec pracował do 1935 roku.

Bruków
nie było

W
tym też roku został wyznaczony na komisarycznego burmistrza Wołomina.

Gdy
przyjechaliśmy do tego miasta zdziwiłem się gdzieśmy to zbłądzili. W
tym czasie Pruszków był już miastem przemysłowym z rozbudowaną
infrastrukturą komunalną. Wołominowi było do niego bardzo daleko. Ani
jedna ulica w Wołominie nie była brukowana. Wyszliśmy ze stacji
kolejowej i poszliśmy ulicą Piłsudskiego. Zobaczyłem konia
zaprzężonego do dziwnego pojazdu, jak się okazało był to tramwaj
konny który kursował od stacji PKP do Górek, był to dla
mnie bardzo dziwny widok.

Pierwszym
dokonaniem mojego ojca była budowa zakładu miejskiego produkującego
trelinkę. Zakład ten powstał na ulicy Fabrycznej – obecnie
Daszyńskiego, na tym samym podwórku, na którym mieściła
się ówczesna elektrownia miejska zasilająca w prąd cały
Wołomin. Za czasów mojego ojca dzięki temu zakładowi
wybrukowano nawierzchnie kilku ulic. W tym też czasie pobudowane
zostały bloki mieszkalne na ulicy Powstańców, która
została wyposażona jako pierwsza w Wołominie w miejscową kanalizację.
W jednym z mieszkań na ulicy Powstańców zamieszkałem i ja, ale
dopiero w 1943 roku.

Konspiracja

W
wojnie obronnej 1939 roku dowodziłem plutonem. Po powrocie z frontu,
dla mnie polskiego oficera, jedyną formą dalszej walki mogła być
tylko konspiracja. Służbę rozpocząłem w organizacji „Wilki”
by wraz nią znaleźć się w Związku Walki Zbrojnej a następnie Armii
Krajowej.

Po
wkroczeniu hitlerowców do Wołomina mój ojciec na
polecenie Rządu Londyńskiego pozostał na swoim stanowisku i dzięki
temu mógł w tych trudnych czasach, na miarę swych możliwości,
pomagać innym. Zaczął wspierać wdowy po poległych polskich
żołnierzach z terenu Wołomina. Dysponując kartkami żywnościowymi
starał się dać tym rodzinom większy ich przydział.

Aresztowanie

Z
tego powodu w grudniu 1941 roku został aresztowany przez Niemców,
którzy zarzucili mu wrogi akt wobec narodu niemieckiego. Jako
prawnik wiedziałem co to może oznaczać dla mojego ojca.

Po
krótkim pobycie w areszcie w Radzyminie przewieziono ojca na
Szucha do Warszawy. Zacząłem szukać kontaktów, które
pozwoliłyby mi uwolnić go z rąk wroga. Mój dowódca z
Armii Krajowej o pseudonimie „Maria”, do którego
zwróciłem się o pomoc obiecał wsparcie, mówiąc, że
ojciec też mu pomagał. Na moje pytanie jak sobie wyobraża tę pomoc
stwierdził, żebym się nie martwił o pieniądze jeśli będą potrzebne na
wykupienie ojca i żebym szukał tylko sposobu na oswobodzenie go.
Zacząłem więc szukać kontaktów. Dowiedziałem się, że pomocny
może mi być inżynier Bobowski który mieszkał w Wołominie przy
ulicy Brzozowej róg Partyzantów, a którego to
rodzina wcześniej wykupiła z rąk okupanta. On to właśnie powiedział
mi co mam robić i z kim się skontaktować, na kogo się powołać.
Dowiedziałem się, że muszę odnaleźć w Warszawie kobietę Emmę Fleming
zamieszkałą przy ulicy 6-go sierpnia. Dotarłem do tej Emmy i
powołałem się, zgodnie z instrukcją, na inżyniera Bobowskiego.

Na
dowódce mogłem liczyć

Opowiedziałem
co się przydarzyło mojemu ojcu. Obiecała, że mi pomoże za kwotę 100
tysięcy złotych. Pieniądze miałem wpłacić w dwóch ratach.
Pierwszą na początek a drugą jak już będę pewny, że ojciec jest
bezpieczny. Odesłała mnie do warszawskiego adwokata, niejakiego
Langego, który zamienił klasyfikację czynu ojca na zwykłą
kradzież kartek żywnościowych. Nie była to już więc sprawa polityczna
za którą groziła kara śmierci a wyłącznie sprawa kryminalna za
którą można było liczyć na łagodniejszą karę. Na rozprawie sąd
skazał ojca na dwa lata więzienia z czego jeden rok zaliczył w poczet
kary czas spędzony w areszcie. Dzięki moim znajomościom udało mi się
skrócić karę więzienia do pół roku. W połowie 1943 roku
mój ojciec wyszedł na wolność. Pieniądze, zgodnie z obietnicą,
otrzymałem od swojego dowódcy. Inżynier Bobowski pomógł
również w podobny sposób innym mieszkańcom Wołomina.

O
dalszych swoich losach nie będę już mówił, wspominałem je w
kilku wywiadach prasowych. Od chwili mojego przyjazdu do Wołomina
minęło już prawie 69 lat. Boże, jak ten czas szybko zleciał i jak
wiele pozostało po nim historycznych, osobistych i rodzinnych
wspomnień

Wybrałem lewicę i…

Z dnia: 28 lutego 2004, brak komentarzy

Krzysztof Gawkowski
- wice-przewodniczacy FMS w powiecie wołomińskim, radny Wołomina

Oskarżany o
przynależność do skostniałej grupy dziedziców PRL, pytany o
poglądy na z kompromitowane poglądy socjalistyczne. Jeszcze częściej
kojarzony z komunistami, często sam zadaje sobie pytanie dlaczego
wybrałem taką a nie inną formację, tą a nie inną drogę i w końcu taki
a nie inny program?

Lewica jaką sobie
wymarzyłem stojąc u progu bram partii była tak bardzo ideowa, że dziś
boje się przyznać do wyobrażeń jakie mną kierowały. Utrwalany mit
socjaldemokracji pozwalał mi wierzyć w osiągnięcie rzeczy wielkich.
Idee likwidacji wyzysku społecznego i nierówności społecznych
miały już nie być dla mnie czystą teorią, a próbą ich
samorealizacji. Wierzyłem w solidarność kilku dziesięciu tysięcy
działaczy razem walczących o sprawiedliwość społeczną, ochronę praw
człowieka, prawa socjalne, ochronę środowiska, o właściwe
funkcjonowanie służb porządkowych, równość płci czy walkę z
dyskryminacją. Miałem olbrzymią nadzieję na zlikwidowanie nierówności
w dostępie do dóbr mających charakter publiczny takich jak
zdrowie, edukacja, kultura i transport.

Niekompetencja w
sposobie sprawowania władzy przez prawicowy rząd jeszcze bardziej
skłoniła mnie do wyboru lewicowego programu, utożsamianego z potrzebą
zmian i poprawy bytu pojedynczej jednostki. Lewicowa władza miała
budować zaufanie nie tylko do swojej sprawności ale przede wszystkim
do tworzonych przez siebie wizji przyszłości. Architektem i
wykonawcą zmian miał być Sojusz Lewicy Demokratycznej, a ja zwykły
pionek w wielkiej grze miałem wspierać szczytne ideały mojej
formacji.

Dumnie wkraczając w
szeregi największej w Polsce partii szybko dojrzałem, iż droga do
realizacji programu i ruchu lewicowego jest nie tyle daleka co
trudna, wymagająca olbrzymich poświęceń, a przede wszystkim charyzmy
często brakującej starszym towarzyszom!

Dziś po prawie trzech
latach działalności w Sojuszu czuje się zawiedzony postawą i drogą
jaką obrali liderzy naszej partii. Mam jednak głębokie przekonanie,
że wewnętrzna chęć odnowy, wartości lewicowe tkwiące w wielu
działaczach oraz dezaprobata dla losu pojedynczych jednostek w
państwie pozwoli dokonać ideowej odnowy i zbudować nowę tożsamość
partii bądącą wizytówką nowoczesnego socjaldemokraty.

Z błogosławieństwem biskupa

Z dnia: 28 lutego 2004, brak komentarzy

Jacek
Krzemiński

Jego
Ekscelencja Biskup Zbigniew Józef Kraszewski – gorący
patriota, syn legionisty, warszawski powstaniec, przez wiele lat
duszpasterz polskich kombatantów – w najtrudniejszych
latach polskiej historii dbał o to, żeby nie zaginęła pamięć o
bohatarach, walczących o niepodległość i poległych na ziemi
wołomińskiej w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r.


Zarzucano
mu, że w stanie wojennym „podburza lud i uwłacza naszemu
sojusznikowi ze wschodu”. Odebrano mu wtedy paszport i dowód
osobisty, co w stanie wojennym nie było zbyt bezpieczne, gdyż
legitymowano na każdym kroku, a szczególnie na rogatkach
Warszawy.

Powierzając mianowanemu przez Papieża Pawła VI Biskupowi
Tytularnemu Horreum Margii i Sufraganowi Warszawskiemu funkcję
proboszcza parafii Bożego Ciała przy kościele Matki Bożej Zwycięskiej
na Kamionku, prymas Stefan Wyszyński powiedział: „Zaopiekuj się
tą biedną dzielnicą, bo Warszawa nie dba o Pragę, będziesz zajmował
się tymi biednymi ludźmi”. Przez cały okres swojej
duszpasterskiej aktywności Biskup Zbigniew Kraszewski z pełnym
oddaniem wypełniał powierzoną mu misję, pogłębiając i ożywiając życie
religijne w parafii i na całym terenie utworzonej w 1992 roku
Diecezji Warszawsko-Praskiej. Kościół na Kamionku, wybudowany
jako wotum dziękczynne za „Cud nad Wisłą” był miejscem, w
którym pomoc i opiekę znaleźć mogli zawsze kombatanci i ludzie
ubodzy. Biskup Kraszewski kształtował patriotyczne postawy swoich
parafian, byliśmy wśród nich i my – ówcześni
studenci pobliskiego Wydziału Weterynaryjnego SGGW, szukający tu
duchowego wsparcia przed egzaminami.

Swoją
duszpasterską misję wypełniał też w miejscach związanych z Bitwą
Warszawską. W stanie wojennym, 15 sierpnia 1982 roku, w kazaniu
wygłoszonym w Sanktuarium w Ossowie powiedział: „…to miejsce,
na którym dziś stoimy, było przykładem usiłowania wymazania z
pamięci narodowej faktu, który tak wielką rolę w dziejach
naszej Ojczyzny odegrał. A przecież „miejsce to – to ziemia
święta”. Tak mówi Księga Wyjścia, ziemia na której
spoczęła ręka Boża. Bóg bowiem wziął do siebie dusze poległych
bohaterów. Miejsce to było zapomniane i sponiewierane przez 30
lat. Zostało dziś przywrócone do należnego szacunku, nie z
ducha nienawiści, ale z ducha miłości, miłości Boga, miłości
Ojczyzny, miłości bliźniego. Jest rzeczą wspaniałą i godną najwyższej
pochwały, że rolnicy z Ossowa nie zapomnieli o kościach swoich ojców
i dziadów, o kościach tych bohaterów nieznanych i
znanych, którzy w imię wolności ginęli na tych polach. Wy
dzisiaj siejecie tu zboże, ale waszym staraniem, pod przewodnictwem
księdza proboszcza Kazimierza Konowrockiego, przywrócono tę
kaplicę służbie Bożej i poszerzono ja w ten sposób, aby stała
się w przyszłości kościołem parafialnym. Ten wasz wysoce religijny
czyn jakże wspaniale świadczy o moralności wieśniaka polskiego, który
żywi i broni…”

Jak
wspomina Ksiądz Biskup, kazanie to bardzo nie podobało się
komunistom. Niektórzy posłowie w Sejmie wystąpili przeciw
niemu, zarzucając mówienie nieprawdy. Zarzucano mu, że w
stanie wojennym „podburza lud i uwłacza naszemu sojusznikowi ze
wschodu”. Odebrano mu wtedy paszport i dowód osobisty,
co w stanie wojennym nie było zbyt bezpieczne, gdyż legitymowano na
każdym kroku, a szczególnie na rogatkach Warszawy.

Również
dzisiaj Ksiądz Zbigniew Kraszewski, biskup-senior Diecezji
Warszawsko-Praskiej żywo interesuje się wydarzeniami w powiecie
wołomińskim. Poświęcił kamień węgielny pod rozbudowę strażnicy OSP,
chętnie uczestniczy w organizowanych tu uroczystościach, na ile tylko
pozwala mu czas i zdrowie spotyka się z mieszkańcami, służąc im
duchową pomocą i swoim życiowym doświadczeniem. W okresie świątecznym
zapoznał się z zerowym numerem „Życia”, wysoko oceniając
tę nową inicjatywę, promującą bliski jego sercu powiat wołomiński i
przekazał swoje błogosławieństwo wszystkim Czytelnikom.



Materiały video

Zapraszamy do przesyłania do nas własnych filmów prezentujących ciekawe, interesujące, niecodzienne itp wydarzenia.

110 lat OSP w Radzyminie

110 lat OSP w Radzyminie

9 maja 2012

SK Bank Team

SK Bank Team

24 kwietnia 2012

Legia MTB Cup

Legia MTB Cup

17 kwietnia 2012

Gala TNT w Wołominie

Gala TNT w Wołominie

14 kwietnia 2012

Radość ze zwycięstwa…

Radość ze zwycięstwa…

14 kwietnia 2012

PolandBike – Grzegorz Wajs zaprasza na nowy sezon

PolandBike – Grzegorz Wajs zaprasza na nowy sezon

14 kwietnia 2012

Konferencja prasowa z Luizą Złotkowską w Zielonce

Konferencja prasowa z Luizą Złotkowską w Zielonce

8 kwietnia 2012

Luiza Złotkowska znowu w Zielonce

Luiza Złotkowska znowu w Zielonce

8 kwietnia 2012

więcej filmów