Nr 0007, 23 czerwiec 2004

Szamani losu

Z dnia: 25 czerwca 2004, brak komentarzy

Jolanta
Michalik

„Niezwykli ludzie to tacy, którzy
odkryli w sobie pasję i się jej oddali. A z drugiej strony
rzeczywiście większość ludzi nie ma czasu rozwijać w sobie pasji albo
nawet nie wpadają na pomysł, że mogliby robić to, o czym marzą
najbardziej. A właśnie to nadałoby sens ich życiu, przyniosłoby im
poczucie wartości, spełnienia a może nawet szczęście. Najprawdziwsze
szczęście” – czytamy w najnowszej książce Beaty
Pawlikowskiej, zatytułowanej „Blondynka u szamana”.

Beata Pawlikowska była niedawno gościem
kolejnego spotkania z cyklu „Podróżnicy” w
wołomińskim Domu nad Łąkami. Podróżniczka, pisarka i
dziennikarka opowiadała o swej ostatniej wyprawie do magicznego
świata Indian
w puszczy na pograniczu Peru i Ekwadoru.

- Pewnego dnia obudziłem się i
wiedziałem, że od tego momentu moje życie będzie inne. Niektórzy
ludzie mają dar. Oni zostają szamanami. Ale żeby zostać szamanem, nie
wystarczy posiadać dar. Trzeba go jeszcze w sobie odnaleźć. A rzadko
kto szuka – mówi szaman do autorki „Blondynki u
szamana”. Pawlikowska przeszła inicjację szamańską; nauczyła
się leczyć ludzi i w i d z i e ć w świecie ponadzmysłowym. Podróż
pomogła jej zrozumieć, że każdy jest szamanem swojego losu.

– Kiedyś moim wielkim marzeniem było
odkrycie całkowicie nieznanego plemienia w dżungli amazońskiej –
powiedziała w Muzeum Nałkowskich. Dziś ma nadzieję, że nigdy do nich
nie dotrze. Biali przynoszą ze sobą zarazki z pozoru niegroźnych
chorób, które potrafią spustoszyć całe wioski. Biali
przynoszą ze sobą cywilizację, która może unicestwić naturalne
szczęście mieszkańców indiańskich wiosek. Po co więc jeździ do
Ameryki Południowej kilka razy w roku? Jest tam po prostu tak wiele
do zobaczenia i poznania. Świat jest otwarty dla podróżników
i kryje
w sobie mnóstwo niespodzianek.

Książce towarzyszy płyta CD z nagraniem
odgłosów amazońskich żab, pluskiem wioseł i śpiewem
czarowników. Zdaniem autorki, każda rzecz na świecie,
ożywiona
i nieożywiona, ma swój rytm, rodzaj wypełniającej
ją muzyki. Człowiek, który usłyszy ten rytm, będzie w stanie
odmienić świat wokół siebie.

Beata Pawlikowska w niedziele prowadzi
autorski program „Świat według Blondynki” w Radiu Zet, a
w piątki podróżnicze „Studio pogoda” w TVP3. Jest
autorką 7 książek ilustrowanych własnymi fotografiami i rysunkami.
W
zeszłym roku wydała książkę kucharską „Nasze przysmaki”,
w której zebrała ponad setkę sprawdzonych przepisów dla
tych, którym nie zawsze udawało się przyrządzić coś smacznego.
Znajdziemy w niej m.in. przepisy na zupę przeciw starości, chłodnik i
ziemniaki á la Blondynka, cycki murzynki i magiczną nalewkę
czarownic. Pawlikowska jest również pomysłodawczynią książki z
opowieściami polskich podróżników, odkrywców i
fotografów, zatytułowanej „Między niebem a piekłem”.
Publikacja ukazała się w nowej serii „Za horyzontem”
wydawnictwa National Geographic.

Beata Pawlikowska
„Blondynka
u szamana”,
National Geographic 2004,
236 s. + CD,

cena ok. 59 zł.

Wakacyjny pstryk

Z dnia: 25 czerwca 2004, brak komentarzy

Wakacje. Dziki tłum kłębiący się w
supermarketach przy stoiskach ze sprzętem turystycznym i półkach
z konserwami. Zdziwił mnie jednak podobny tłum przy stoisku z
aparatami fotograficznymi. Czy nowy, droższy aparat pozwoli zrobić
nam lepsze zdjęcie z wakacji?


Aparat – oczywiście cyfrowy. 4
megapixle lub więcej, zoom, automatyka, duża karta pamięci. Wydajemy
1500zł albo i więcej robimy zdjęcie i okazuje się, że niestety efekt
jest mizerny. Czemu? Oczywiście zawinił fotograf!

Najpierw postarajmy się wyeliminować
oczywiste błędy w naszych zdjęciach. Warto przed wyjazdem na
upragnione wakacje zrobić kilkadziesiąt zdjęć nowym aparatem, wykonać
z nich kilka odbitek i spojrzeć na nie krytycznym okiem.

Zdjęcie nieostre, lub ostre – jest nie
to co powinno być: aparaty ustawiają ostrość automatycznie na pewien
punkt – często ten punkt możemy zdefiniować sami –
w
przeciwnym przypadku znajduje się on na środku kadru. W instrukcji
obsługi jest napisane gdzie ten punkt się znajduje. Wystarczy w
trakcie przygotowania do zdjęcia zadbać aby punkt ostrości był
ustawiony na to co chcemy by ostre na zdjęciu wyszło!

Czerwone oczy – większość
aparatów ma tzw. „korekcję czerwonych oczu” –
niestety dla wbudowanej lampy błyskowej mechanizm ten przynosi marne
efekty. Efekty rewelacyjne zapewni zewnętrzna lampa błyskowa z
„odchylanym palnikiem” – niestety tracimy wtedy na
poręczności zestawu. Rada – unikać robienia zdjęć z lampą
błyskową!

Osoba na pierwszym planie zbyt jasna, a
pozostałe ciemne przy robieniu zdjęć z lampą błyskową: wbudowana
lampa błyskowa ma niewielką moc i nie ma siły oświetlić drugiego
planu. Osoby stojące bliżej zaś są mocniej oświetlone. W takiej
sytuacji może pomóc zwiększenie czułości matrycy (zwiększyć
ISO) lub zewnętrzna lampa z odchylanym palnikiem. Ewentualnie
starajmy się aby fotografowane obiekty były tak samo odległe od
aparatu, a przed nimi nie było niczego co odbije światło i zafałszuje
działanie automatyki.

Odbitka bardzo ziarnista lub niezgodna
pod względem jasności z tym co widać na ekranie komputera: Zwykle
główną przyczyną takiej sytuacji bywa złe naświetlenie
klatki. Monitory LCD w aparatach mają tendencję do rozjaśniania
obrazu. Podobne właściwości mają ekrany laptopów lub monitory
LCD. Praktycznie tylko szklane monitory pozwalają uzyskać obraz
zbliżony do tego co będzie na odbitce. Oczywiście pod warunkiem ich
wykalibrowania (czyli odpowiedniego ustawienia jasności, kontrastu
ewentualnie temperatury barwowej). Praktycznie do każdego aparatu
dołączone jest oprogramowanie pozwalające odpowiednio wykalibrować
monitor – warto to zrobić by potem nie przeżywać rozczarowania
odbierając odbitki z foto – labu. Oczywiście należy pamiętać, że w
fotolabolatorium odbitki mogą być robione bez korekcji (tak jak
widzimy na skalibrowanym monitorze) lub obsługa/automat może próbować
skorygować jasność lub kolorystykę zdjęcia – co przy bardziej
skomplikowanych zdjęciach (np. zachodzie słońca) potrafi dać dziwne
efekty. Warto trzymać się jednego wypróbowanego i sprawdzonego
miejsca gdzie robimy odbitki – zwykle pozwala to uniknąć wielu
rozczarowań, nerwów i reklamacji.

Mam nadzieję, że dzięki tym kilku
prostym radom zdjęcia z wakacji zachwycą wreszcie marudnych
znajomych, którym nigdy nic się nie podoba!

W następnym odcinku PSTRYKA
porozmawiamy o kompozycji obrazu w kadrze.

Tomasz Łaski

Wiara a trudne decyzje

Z dnia: 25 czerwca 2004, brak komentarzy

O
służbie zdrowia należy dużo i otwarcie mówić, ale bez emocji,
wyłącznie szczerze.

Janusz Mroczek – ordynator szpitala
w Wołominie w latach 1973 – 1999, od czterech lat na emeryturze

W Polsce około 90% ludności deklaruje,
że są osobami wierzącymi. W czasie każdej mszy świętej ludzie
przekazują sobie znak pokoju. Myślę, że ten znak nie powinien być
tylko zwykłym gestem grzecznościowym, ale również wyrazem
głębokich przemyśleń nad wartością życia i gotowością niesienia
pomocy osobom potrzebującym.

Chciałbym przedstawić, jak w praktyce
wygląda ta gotowość na przykładzie problemu związanego z
transplantacją narządów. W wielu czasopismach oraz programach
telewizyjnych zagadnienie to jest wielokrotnie poruszane. Pokazywani
są ludzie, którzy żyją wiele lat po przeszczepach nerek,
pracują, wykonują czynności w gospodarstwie wiejskim i powracają do
normalnego życia.

To napawa optymizmem i powinno
spowodować wzrost świadomości o znaczeniu przeszczepów.

Chorują ludzie, dla których
przeszczepienie narządu jest jedyną szansą na życie albo poprawienie
jego komfortu. Największa grupa potrzebujących to chorzy z
niewydolnością nerek. Tysiące ludzi w Polsce jest dializowanych od
dwóch do czterech razy w tygodniu w specjalnych ośrodkach. Z
dumą muszę podkreślić, że szpital w Wołominie posiada taki ośrodek,
który jest prowadzony na bardzo wysokim poziomie przez dr med.
Stanisława Niemczyka. Tworzenie takich ośrodków jest bardzo
kosztowne ale konieczne. Jest ich ciągle za mało co powoduje, że
wielu pacjentów trzeba na dializy dowozić, co zwiększa koszty.
Osoby dializowane to na ogół ludzie bardzo cierpliwi, którzy
godnie znoszą cierpienie. Każdy jest potencjalnym biorcą, ale brak
dawców nie daje wszystkim równych szans.
Transplantologia dokonuje ciągłych postępów. Przeszczepy
serca, płuc, wątroby, trzustki a nawet jelit, będą coraz częściej
praktykowane.

Kto może być dawcą? Jeśli problem
dotyczy chorego dziecka, to takie narządy jak nerki, kawałek wątroby,
mogą być pobrane od jednego z rodziców lub innego bliskiego
członka rodziny, o ile oczywiście będzie zgodność tkankowa.

Inaczej przedstawia się sprawa gdy
chorym jest człowiek dorosły. Przeszczepy od członków rodziny
mają tu mniejsze zastosowanie. Głównymi dawcami mogą być tylko
ludzie, którzy umierają w szpitalach po wypadkach.

Tu zaczyna się problem etyczno-moralny
dla lekarzy, oraz rodziny umierającego. Przepisy pozwalają na
pobranie narządów od zmarłego po stwierdzeniu śmierci mózgowej
o ile za życia nie wyraził on sprzeciwu. Mimo to lekarze rozmawiają z
rodzinami i proszą dodatkowo o zgodę. Często spotykają się z odmową.
Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest ona wyrazem złej woli, tylko
często przeżywaniem wielkiej osobistej tragedii. Decyzja w takim
momencie jest bardzo trudna, tym bardziej, że musi być podjęta
szybko. Należy się jednak zastanowić czy sama myśl, że narządy
pobrane od bliskiego mogą uratować życie kilku osobom, nie mogłaby
być chociaż niewielką pociechą w smutnym momencie.

Wiara katolicka nakazuje walczyć o
życie każdego, wykorzystując zdobycze współczesnej medycyny.
Hierarchowie kościoła coraz częściej zabierają głos w tematach
związanych
z transplantologią. Nie mają zastrzeżeń moralnych co
do pobierania narządów od zmarłych. Uważają, że niemoralne
byłoby nie ratowanie ludzi, jeśli jest taka możliwość.

Zdaję sobie sprawę, że musi minąć dużo
czasu, aby zgoda na pobranie narządów była powszechna. Tak nie
ma nigdzie na świecie. Pamiętajmy jednak, że sami lub ktoś z naszych
bliskich, też możemy potrzebować przeszczepu i wtedy też będziemy
uzależnieni od decyzji innych ludzi.

Dlatego też, w chwili przekazywania
sobie znaku pokoju w czasie mszy świętej, choć przez chwilkę
zastanówmy się nad problemem, który tu przedstawiłem.
Spróbujmy sobie samemu odpowiedzieć na postawione pytanie: -
Jak postąpiłbym, gdyby moja decyzja mogła uratować życie innych
ludzi?

Nasza wiara, która nakazuje
czynić dobro powinna nam pomóc w podjęciu trudnej decyzji.

Wielkie bieganie w Ossowie

Z dnia: 25 czerwca 2004, brak komentarzy

Grzegorz
Radomski

5 czerwca odbył się I Bieg Legii
Akademickiej połączony z XI Otwartymi Mistrzostwami Władysława IV w
Biegu Przełajowym.

W różnych formach aktywności
fizycznej uczestniczyło ponad 100 osób, z czego 64 ukończyło
bieg główny na dystansie 7 km. Zwyciężyli: Aleksandra K
owalska z 58. Gimnazjum w Warszawie
i Karol Świętochowski z
Huraganu Wołomin.

Jak to się zaczęło?

Ponad 10 lat temu przyszła mi do głowy
myśl zorganizowania biegu, w którym na linii startu znaleźliby
się uczniowie, nauczyciele, absolwenci i rodzice VIII LO im.
Władysława IV
w Warszawie – szkoły, w której uczę języka
polskiego. Czegoś takiego nie było w żadnym ze znanych mi liceów
warszawskich, nic więc dziwnego, że dyrekcja przyjęła pomysł z dużym
zainteresowaniem, usłyszała jednak mój warunek –
przygotuję bieg, jeśli obie panie dyrektor będą uprzejme w nim
wystartować. Pierwszą reakcją był wybuch śmiechu, ale następnego dnia
usłyszałem: to już zacznij te przygotowania… Od tej pory
rokrocznie, jeśli tylko obowiązki pozwalają, panie dyrektor Grażyna
Filipiak i Elżbieta Krupińska dzielnie walczą na niekrótkim
przecież dystansie 7 kilometrów.

Dlaczego Bieg
Legii Akademickiej?

Po 10 latach nasz bieg zmienił formułę.
Dzięki współpracy z państwem Bożenną i Jackiem Krzemińskimi ze
Stowarzyszenia Przyjaciół Ossowa oraz panem Wiesławem Kazaną –
prezesem Związku Kupców Powiatu Wołomińskiego impreza została
przeniesiona
z Zielonki do Ossowa – miejsca, gdzie w 1920
roku toczyła się jedna z najważniejszych bitew
w historii naszego
kraju. W wojnie z bolszewikami brali udział absolwenci i uczniowie
naszego liceum (wtedy gimnazjum). Na terenie szkoły formowany był
Pułk Legii Akademickiej, który został wysłany pod Ossów.

Dobrze, że 5 czerwca setka młodych
ludzi miała okazję – często po raz pierwszy w życiu –
przyjechać tu, zobaczyć makietę bitwy, wysłuchać opowieści
dr
Jacka Krzemińskiego na temat wydarzeń sprzed ponad 80 lat, złożyć
kwiaty pod pomnikiem Bohaterów Ossowa.

Każdy z uczestników po
ukończeniu zawodów otrzymał pamiątkowy dyplom, najlepsi
natomiast puchary i wspaniałe nagrody ufundowane przez Jana
Żebrowskiego z księgarni SZKOL-MAX, sklep
z odzieżą dżinsową
Wiking Wiesława Kazany oraz hurtownię odzieży Wedan z Ząbek. Pan
Andrzej Góra, właściciel sklepu spożywczego
z Zielonki,
nieodpłatnie przekazał 150 litrów napojów.

Bardzo przychylnie do pomysłu
organizacji naszego biegu odniósł się pan starosta Konrad
Rytel oraz burmistrz Jerzy Mikulski. Pojawiły się plany, by w
przyszłym roku nadać imprezie jeszcze większą rangę, uczynić z niej
miejsce spotkania i rywalizacji młodzieży licealnej.


Zielonka nasza miłość

Z dnia: 25 czerwca 2004, brak komentarzy

Adam
Łossan
burmistrz Zielonki

Pod hasłem „Zielonka. Nasza 
miłość” Towarzystwo Przyjaciół Zielonki zorganizowało
niedawno dwa kolejne rajdy rowerowe, tym razem po rezerwatach wokół
Zielonki. Trasa prowadziła przez najpiękniejsze tereny w naszym
mieście i zahaczała o jego najbliższe okolice w sąsiednich gminach. W
jednym z rajdów udział brały dzieci z zielonkowskich szkół,
drugi miał formułę otwartą. Obie eskapady były bardzo udane.
Tytułowe
hasło rowerowych wypraw nie jest w żadnej mierze pustym sloganem -
jest bardzo dynamicznie rozwijającą się rzeczywistością. Jako
burmistrz, z wielką przyjemnością odnotowuję jak bardzo atrakcyjna
jest Zielonka dla zamieszkującej ją ludności, zarówno tej
zasiedziałej od lat jak i tej, która dopiero niedawno tu się
osiedliła i jak wspaniale narasta nasz patriotyzm lokalny. Wielka w
tym zasługa licznych stowarzyszeń i organizacji pozarządowych o
profilu społecznym czy ekologicznym, które prowadzą swą
działalność w Zielonce oraz zwykłych ludzi, którzy umieją
nawiązać serdeczne kontakty ze swymi sąsiadami i wspólnie
podejmują różnorakie cenne inicjatywy typu „sprzątnijmy
nie tylko swoje posesje, ale i las koło nas” czy „przeprowadźmy
konkurs na najpiękniejsze balkony”.
Nic tak bowiem ludzi nie
zbliża jak wspólne pożyteczne działanie, po którym jest
też czas i na sympatyczną rozmowę przy sąsiedzkim grillu, ognisku czy
kawie. Tworzą się wtedy bardzo wartościowe więzi lokalne, które
owocują kolejnymi wspólnymi inicjatywami. Ludzie zaczynają
odczuwać prawdziwą przyjemność i z tego, że się spotykają i z tego,
że razem robią coś pożytecznego. Rozwija się silny patriotyzm lokalny
i następuje identyfikacja ze swoją miejscowością.
Taka właśnie
tendencja daje się zauważyć w Zielonce. Widać to wszędzie, a
szczególnie na Zielonce Bankowej, gdzie w nowych domach
zamieszkało ostatnimi laty wielu nowych mieszkańców. Sprowadza
się do nas przeważnie zamożna klasa średnia: inteligencja, ludzie
wolnych zawodów czy cenieni specjaliści. Zielonka ich
przyciąga, bo jest bardzo atrakcyjną, rozwijającą się miejscowością.
Po upływie krótkiego czasu, po urządzeniu się, owi Państwo
zechcieli wtopić się w dotychczasową lokalną społeczność i to im się
w pełni udało. W nasze dotychczasowe życie wnieśli przy tym nową
jakość – swój zapał i chęć czynu, swój intelekt
i
dobrą organizację. Miasto nasze zyskało bardzo wartościowych
współobywateli, którzy swoją aktywnością zarażają
innych. Nawiązane zostały wzajemne bardzo sympatyczne kontakty
pomiędzy nowo przybyłymi a zielonkowską „starą
gwardią”.
Zielonka zyskała nowe bodźce do swojego rozwoju, a
coraz więcej jej świadomych obywateli z pełnym przekonaniem wypowiada
słowa: „Zielonka. Nasza miłość”.

Znów za rok matura

Z dnia: 25 czerwca 2004, 2 komentarzy

Znowu o drogach

Z dnia: 25 czerwca 2004, brak komentarzy

Świadczenia rodzinne

Z dnia: 25 czerwca 2004, brak komentarzy


Materiały video

Zapraszamy do przesyłania do nas własnych filmów prezentujących ciekawe, interesujące, niecodzienne itp wydarzenia.

Strażacka fantazja – Urle sierpień 2010

Strażacka fantazja – Urle sierpień 2010

27 sierpnia 2010

Pokazy OSP – Urle sierpień 2010

Pokazy OSP – Urle sierpień 2010

27 sierpnia 2010

Wizyta prezydenta RP B. Komorowskiego w Ossowie 14 08 2010

Wizyta prezydenta RP B. Komorowskiego w Ossowie 14 08 2010

27 sierpnia 2010

Mistrzostwa Mazowasza w grilowaniu – rozdanie nagród

Mistrzostwa Mazowasza w grilowaniu – rozdanie nagród

29 lipca 2010

IV Memoriał Bercika – rozdanie nagród

IV Memoriał Bercika – rozdanie nagród

27 lipca 2010

IV Memoriał Bercika

IV Memoriał Bercika

27 lipca 2010

II Mistrzostwa Mazowasza w grilowaniu – występ sióstr Chacińskich

II Mistrzostwa Mazowasza w grilowaniu – występ sióstr Chacińskich

27 lipca 2010

Goście z Hiszpanii z wizytą u LGD Równiny Wołomińskiej

Goście z Hiszpanii z wizytą u LGD Równiny Wołomińskiej

2 lipca 2010

więcej filmów

Telewizja internetowa
Pełne relacje z wydarzeń sportowych, koncertów, imprez, przedstawień, wystąpień, zebrań.
Nie musisz tam być, żeby zobaczyć wszystko!
Zapraszamy do oglądania

Rozkład jazdy autobusów

Najczęściej komentowane

Ostatnie komentarze

Ostatni numer ŻPW:

Szukaj na naszej stronie

Statystyki strony

18 osób przegląda teraz stronę
18 gości, 0 administratorów
Najwięcej osób dzisiaj: 29 o 11:53:58
W tym miesiącu: 38 o 1.09.2010 11:08:28
W tym roku: 54 o 21.06.2010 12:37:43
Od zawsze: 54 o 21.06.2010 12:37:43

Szczegółowe statystyki



5 918 wpisów
12 122 komentarze