Nr 0039, 11 maja 2006

02. Na wszystkim znać się nie można

Z dnia: 11 maja 2006, 9 komentarzy

Rozmowa  z dr Maciejem Urmanowskim, ekonomistą i doradcą podatkowym, radnym Rady Miejskiej  w Wołominie w II kadencji i ówczesnym wiceprzewodniczącym rady.

- Uczestniczył Pan w ostatniej sesji rady Miasta Wołomin jako jeden z obserwatorów. Nie krył Pan podczas obrad swojego zniecierpliwienia. Co Pana tak denerwowało?
- Była to sesja absolutoryjna, czyli taka, która powinna dotyczyć wykonania przez organ wykonawczy – czyli burmistrza – budżetu gminy za miniony, 2005 rok. Niestety, podczas tych obrad nie było merytorycznej dyskusji. Można śmiało powiedzieć, że wszyscy przyszli na tę sesję z konkretnym nastawieniem. Każdy z uczestników wiedział wcześniej jak będzie głosował. W zasadzie, to co obserwowaliśmy, to był wiec polityczny, przedwyborczy…
- Może należałoby się zastanowić, jak to, co oglądaliśmy, ma się do obowiązków radnego wobec społeczeństwa czyli do nas, wyborców, do których część radnych tak chętnie się odwołuje?
- Trafne pytanie. Niektórzy radni, niestety chyba o tym zapomnieli. I chociaż radny Krzysztof Gawkowski, słusznie zauważył na czym polega absolutorium, to za chwilkę zapomniał o czym sam mówił we wcześniejszym zdaniu…
- To o co właściwie chodzi w tym absolutorium, bo faktycznie, próbując podsumować tę ostatnią debatę, trudno jest zebrać myśli?
- Analizując wykonanie budżetu, trzeba brać pod uwagę różne uwarunkowania – głównie zewnętrzne, na które ani burmistrz w żadnej gminie, ani jego służby nie mają wpływu. Jeśli chodzi o Wołomin, to takim dobrym przykładem może być rekultywacja wysypiska śmieci w Majdanie. Skoro rozpoczęcie tej rekultywacji jest zależne od uzgodnień z organem wyższego szczebla niż gmina, to trudny jest do określenia termin rozpoczęcia inwestowania w tym miejscu.
- I jakie z tego płyną wnioski?
- Jeśli są jakieś opóźnienia w stosunku do wcześniejszych założeń, to radni powinni ustalić przyczynę tych opóźnień i jeśli wynikają one z zaniedbań urzędników to wtedy karać burmistrza, ale jeśli powody opóźnienia leżą po stronie organów wyższego rzędu, to nie ma powodów do pretensji do organu wykonawczego – w tym przypadku do burmistrza. Mnie, jako specjaliście od finansów, takiej merytorycznej dyskusji w tej budżetowej sesji w Wołominie, zabrakło.
- Wrócę jednak do wcześniejszego pytania. Obserwując Pana reakcje zauważyłam u Pana pewne zniecierpliwienie…
- Owszem, powodów do zniecierpliwienia nie brakło. Choćby odbieganie od tematu i osobiste ataki na dziennikarza, kierowane przez radnego Czesława Sitarza, na tory całkowicie z debatą absolutoryjną nie mające niczego wspólnego. Sesja absolutoryjna nie jest miejscem na personalne ataki na dziennikarzy. To jest marnowanie czasu i lekceważenie uczestników, to jest obniżanie rangi sesji absolutoryjnej. Moim zdaniem, jest to nie do wybaczenia – szczególnie, że dopuścił się tego procederu, długoletni radny. Ale nie tylko jego bym tu obarczył odpowiedzialnością.
- A kogo jeszcze?
- Za taki stan rzeczy, czyli bałagan na sesji, odpowiedzialny jest prowadzący obrady, w tym przypadku, przewodniczący Rady Zygmunt Nieznański. Wystarczyło powiedzieć: „Ad rem”. Nie chciałbym tu wnikać przy okazji w zasadność ataku na dziennikarza. Chodzi tu tylko o to, że to nie ten czas i nie ten moment.
- Na ostatnich sesjach coraz częściej padają stwierdzenia: „przeinwestowanie w poprzedniej kadencji” lub „zadłużenie gminy przez obecnego burmistrza”. Czy mógłby się Pan, jako ekonomista, odnieść do takich wypowiedzi?
- Koniec kadencji to dobry czas na porównanie budżetów z ostatnich kilku lat. Przygotowuję się do takiego porównania. Jeśli redakcja będzie tym zainteresowana, chętnie zaprezentuję Czytelnikom wyniki moich analiz.
- Myślę, że chętnie skorzystamy z Pańskiej pracy i jeśli przygotuje Pan taką analizę chętnie ją opublikujemy…
- Demokracja ma to do siebie, że wybierani są ci, którzy otrzymują największą liczbę głosów. Byłoby ideałem, gdyby przy wyborze kierowano się przygotowaniem kandydatów do pełnienia konkretnych funkcji. Jeśli w swoim programie wyborczym jakikolwiek kandydat twierdzi, że zna się na wszystkim, to jest to jedno wielkie nieporozumienie. To tak, jak mówienie, że na ekonomii albo na medycynie znają się wszyscy. Z tym zgodzić się nie mogę.
Rozmawiała Teresa Urbanowska

02. Pomyśleli… i napisali

Z dnia: 11 maja 2006, 34 komentarzy

Edward M. Urbanowski

Parę dni wypoczynku dobrze mi zrobiło. Uporządkowałem ogródek, wyczyściłem samochód i jeszcze miałem dużo czasu na lektury, bo nie lubię oglądać telewizji. Co prawda, 2 maja, na chwilę pojechałem do pracy, ale nie żałuję, bo nie musiałem brać udziału w uroczystości poświęcenia pomnika na placu 3-go maja w Wołominie. Mam bowiem wątpliwości, czy w naszej zbiorowej pamięci mamy tylko zachować, zaproponowany przez autora pomnika, obraz Ojca Świętego z ostatnich chwil jego życia, gdy był już chory i przygarbiony? Przecież Jan Paweł II to triumfujący papież, zwycięzca, sprawny fizycznie mężczyzna. Nie obce mu było cierpienie, ale o tym mówił mało, bo ból był tylko ceną jaką musiał płacić w swoim życiu za to, by być Wielkim Zwycięzcą. A pomnik tego nie odzwierciedla! I wreszcie ta nieszczęsna litera „M” pomiędzy tablicami. Co ona ma symbolizować? Jeżeli Maryję, Matkę Jezusa, to powinna być zwieńczona krzyżem, bo teraz jest to zwykłe „m”, takie samo jak w tytule znanego serialu telewizyjnego. Za kształt pomnika był odpowiedzialny komitet budowy, ale chyba podczas obrad tegoż komitetu więcej mówiono o oprawie uroczystości, czyli kto gdzie ma stanąć i co mówić, jak o przesłaniu jakie powinien nieść ten pomnik. Moim zdaniem, ta budowla nie jest warta tak dużych pieniędzy.
Z tym grupowym dedukowaniem chyba nie jest najlepiej w gminie Wołomin. Oto w Wieściach został opublikowany list trzystu wyborców radnego Pawła Królaka skierowany do wojewody mazowieckiego. Wojewoda bowiem ma wątpliwości, czy radny Królak powinien dalej sprawować swój mandat. Autorzy przekonują Pana Wojewodę, że nie jest prawdą jakoby radny Królak utracił więź ze swoimi wyborcami. Oświadczają, że radny utrzymuje z nimi kontakt, mimo, że czasowo mieszka z rodziną nad morzem, i może dalej ich reprezentować w radzie miejskiej. Jako dowód zaangażowania się radnego w ważne dla nich problemy podają przykład nie załatwienia (!!!) przez tegoż radnego Królaka dokończenia budowy chodnika we wsi Grabie Stare.
Ta słynna budowa chodnika rozpoczęta została w 2001roku. Jak to było za burmistrza Solisa, w budżecie gminy nie zabezpieczono na ten chodnik środków. W roku następnym zmienił się burmistrz i radna z tej wsi, Helena Maguza, powinna wystąpić na piśmie do rady o zapewnienie w planie środków na dokończenie tej budowy. Sprawa by była załatwiona od ręki. Wystarczyłaby pozytywna opinia komisji finansów i wniosek Pani Radnej trafił by na biurko przewodniczącego rady, w tym okresie, Pawła Królaka. Pan radny poddał by go pod głosowanie i w kilka miesięcy później chodnik byłby zrobiony. Tak się nie stało. Radni reprezentujący mieszkańców wsi Grabie Stare nie wywiązali się ze swoich obowiązków. Bo i jak się mogli wywiązać! Radna Helena Maguza chyba odpoczywała a radny Królak już jedną nogę moczył w Bałtyku.
Tylko skąd się wzięło tych 300 zadowolonych wyborców? Warto by ich było poznać.

03. Zamknąć to nie wszystko

Z dnia: 11 maja 2006, brak komentarzy

O śmieciowym dylemacie rozmawiamy z Krzysztofem Białkiem, burmistrzem Tłuszcza

- Kilka tygodni temu uczestniczyłam w spotkaniu w Wólce Kozłowskiej, podczas którego mieszkańcy domagali się od Pana zamknięcia wysypiska leżącego w ich sąsiedztwie. Oponował Pan wówczas i twierdził, że jest to niemożliwe w ciągu miesiąca, a tego właśnie domagali się uczestnicy spotkania. Jak sprawa wysypiska wygląda w chwili obecnej?
- W poczuciu odpowiedzialności nie mogłem obiecać wówczas, że podejmę taką decyzję. Bo co? Zamkniemy wysypisko i co dalej? Chodzi przecież o to, by w sposób właściwy zarządzać tym wysypiskiem, tak by Ci mieszkańcy w jak najmniejszym stopniu odczuwali  to przykre sąsiedztwo. W chwili zamknięcia go, trzeba mieć przygotowany plan alternatywny,  mieszkańcy gminy nieprzerwanie „produkują” śmieci – co wtedy z nimi robić? Dlatego też podjąłem decyzję taką, która jest w stanie sprostać oczekiwaniom większości mieszkańców. Zgodnie z obowiązującymi przepisami ogłosiłem przetarg na dzierżawę i administrowanie wysypiskiem, ale nie za darmo, tak jak zrobili to moi poprzednicy, tylko na normalnych – gospodarskich zasadach.
- Z tego co mi wiadomo, to przetarg rozstrzygnięto. Co z niego wynika?
- Wygrała go firma DS s.c., która za miesiąc użytkowania wysypiska płaciła nam będzie 3000 zł czynszu + VAT. Do tej pory poprzednia firma, stosownym aneksem (przed wyborami) z 2002 roku z czynszu była zwolniona. Po zamknięciu wysypiska, które zaplanowane jest na koniec 2009 roku, firma zobowiązała się dokonać całkowitej rekultywacji końcowej wysypiska śmieci na własny koszt. Tego we wcześniejszej umowie nie było. Firma w podpisanej z nami umowie zobowiązała się również do zrekompensowania mieszkańcom faktu uciążliwości wynikających z bezpośredniego sąsiedztwa z wysypiskiem poprzez dofinansowanie inwestycji zaproponowanej przez nich do kwoty 100 000 zł. Odpady pochodzące z gospodarstw domowych mieszkańców naszej gminy, będą na to wysypisko przyjmowane  nieodpłatnie. Odpady zewnętrzne, na których firma będzie zarabiała, mogą stanowić tylko 30 % wielkości odpadów gminnych. Firma, która do tej pory zarządzała wysypiskiem, mogła przywozić tu dowolną ilość śmieci, bo tak stanowiła umowa zawarta w 2001 r, a potem sporządzony aneks z połowy 2002 roku. Na szczęście ważność jej wygasa już za chwilę tj. w połowie maja b.r.
- W jaki sposób będziecie pilnowali realizacji umowy?
- Są na to sposoby, poprzez monitoring, ważenie śmieci, comiesięczne raporty, oraz kontrole przeprowadzane przez służby gminy.
- Jak na takie rozwiązanie tematu zareagowali mieszkańcy? Czy rozmawiał Pan z nimi po podjęciu takiej decyzji?
- Tak. Odbyły się spotkania organizowane przeze mnie, sołtysów oraz radnego Zbigniewa Pożarko, który wcześniej domagał się zamknięcia wysypiska. Na zebranie w Kozłach  przybyło dość dużo osób. Na zebranie dla mieszkańców Jarzębiej Łąki przyszły tylko dwie osoby. Obecnym na spotkaniach wyjaśniłem całą sytuację i prosiłem o wyrozumiałość, jak też o to, by dali szansę na  rozwiązanie tego problemu w realnym czasie. Być może nowy dzierżawca i jego sposób zarządzania wysypiskiem, spowoduje że zmieni się ich opinia na ten temat. Mój apel, mam taką nadzieję, spotkał się w większości, ze zrozumieniem z ich strony.
Rozmawiała Teresa Urbanowska

04. Kolorowe jarmarki

Z dnia: 11 maja 2006, 2 komentarzy

Co może mieć wspólnego giełda spożywcza z wydarzeniami kulturalnymi? Prawdziwe jarmarki pamiętają już tylko najstarsi. Młodszym kojarzą się one z wylansowaną przez Marylę Rodowicz piosenką Laskowskiego, a najmłodszym z gigantycznym targowiskiem w okolicach Stadionu Dziesięciolecia.

Atmosferę dziewiętnastowiecznych jarmarków przybliża wystawa fotografii i sztychów, inaugurująca dni produktów regionalnych i tradycyjnych „Polskie Smaki” na Praskiej Giełdzie Spożywczej w Ząbkach. Zwiedzając ją, uświadamiamy sobie, że jarmark był nie tylko miejscem handlu, ale zjawiskiem towarzyskim i kulturalnym. Na jarmark ubierano się odświętnie, było więc to miejsce swoistych „pokazów mody”, pozyskiwania i wymiany informacji. Folklor, regionalne potrawy, specyficzny klimat małych miasteczek – to, co stanowi dziś istotny element naszego narodowego dziedzictwa, w dużej mierze zawdzięczamy właśnie jarmarkom.
Na Praskiej Giełdzie Spożywczej w ciągu piętnastu lat jej działalności dokonano dynamicznych zmian. Z placu targowego, na którym z ciężarówek sprzedawano płody rolne – przekształciła się w nowoczesne centrum handlowe. Wystawa, zorganizowana wespół z Regionalnym Ośrodkiem Badań i Dokumentacji Zabytków w Kielcach, dowodzi, że – tak jak jarmarki z minionej epoki – staje się także ośrodkiem kultury. Te wartości podkreślali przedstawiciele Ministerstw Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Rolnictwa i Rozwoju Wsi i burmistrz Ząbek Jerzy Boksznajder. Prezesowi Zarządu Giełdy Zenonowi Daniłowskiemu należą się słowa uznania za utworzenie na terenie powiatu wołomińskiego kolejnego obiektu wartego odwiedzania i zwiedzania. Bo przecież polskie produkty rolne, polska kuchnia i regionalne potrawy należą do ważniejszych atrakcji turystycznych naszego kraju.
Jacek Krzemiński

04. Kronikarka Zielonki

Z dnia: 11 maja 2006, brak komentarzy

Każda miejscowość ma swoją historię, ale historia nie każdej miejscowości ma szansę aby być znana. Musi być ktoś, kto w odpowiednim czasie, zapisze dla potomnych w „ogrodach pamięci” okruchy dawnych czasów, postaci, wspomnień i wydarzeń. Ktoś, kto z kalejdoskopu zdarzeń wydobędzie te najważniejsze i zapisując – ocali od zapomnienia.

Taką osobą – kronikarką  Zielonki od prawie sześćdziesięciu lat jest pani Danuta Ellert. Jest ona wśród mieszkańców naszego miasta postrzegana jako postać nietuzinkowa, jako osoba rzadko spotykanego formatu. Niezwykle oczytana, ciekawa świata i ludzi oprócz pracy zawodowej podjęła z własnej i nieprzymuszonej woli jako dwudziestopięciolatka, czyli od momentu sprowadzenia się w 1947 roku do Zielonki, iście benedyktyńskiego trudu zapisywania naszej zielonkowskiej historii i opisywania ludzi, którzy ją tworzyli. Córka zawiadowcy stacji PKP w Zielonce, mieszkająca w bodaj najstarszym, bo wybudowanym już w roku 1864 przez budowniczych linii kolejowej warszawsko – petersburskiej, uroczym drewnianym niewielkim domku – sama też zawodowo związała się z koleją. Przez wiele lat pełniła jako jedna z nielicznych kobiet w Polsce odpowiedzialną funkcję odziedziczoną po ojcu – zawiadowcy prestiżowej stacji PKP Warszawa Śródmieście. Po przejściu na emeryturę pracowała jeszcze przez dłuższy okres na część etatu w Urzędzie Miasta Zielonka. I przez kilkadziesiąt lat, aż do końca 2005 roku uwieczniała  w zapisywanych przez siebie kolejnych tomach „Kroniki Zielonki” wszelkie ważne i mniej ważne wydarzenia niezwykle interesująco – z ironią, humorem czy nawet zatroskaniem je komentując, kreśliła sylwetki wielu zasłużonych miejscowych postaci i zapisywała związane z Zielonką ich wspomnienia sięgające nawet XIX wieku.
Z 12 opasłych tomów zapisków Danuty Ellert wyłania się obraz miejscowości, której już prawie nikt nie pamięta, miejscowości jakiej nie znamy. Utrwalone zostały obrazy, sytuacje, ludzie których już nie ma – a przecież byli, istnieli i zostawili swój ślad w historii Zielonki. I dzięki, między innymi, twórczej pasji i wytrwałości  pani Ellert my, współcześni, możemy poznać swoją i ich przeszłość. Wielka szkoda, że musi ona niestety ograniczyć już swoją  aktywność i nie może kontynuować swej społecznej pracy ze względu na nieubłagany upływ czasu. „Kronika” będzie jednak kontynuowana. W ramach wspólnego programu „Archiwum Zielonka” podjęło się tego Towarzystwo Przyjaciół Zielonki we współpracy z Urzędem Miasta. Trudno będzie dorównać wzorcowi, ale ciągłość zapisków zostanie zachowana.
Niezaprzeczalne zasługi pani Danuty Ellert dla naszej społeczności doceniło wspomniane Towarzystwo Przyjaciół Zielonki. W dniu Konstytucji 3 Maja uhonorowano ją jedną z dwu dorocznych nagród TPZ – tabletem „Mutka vel Zielonka 2005” za całokształt osiągnięć tj. za 60-letnie dokumentowanie historii Zielonki.
(Równorzędna  nagroda TPZ za dokonania w 2005 roku przypadla pani Anecie Kielak – szczegóły na stronie www.zielonka.pl)
Adam Łossan

05. Nie tylko dla miasta

Z dnia: 11 maja 2006, brak komentarzy

06. Ambasadorowie Pokoju

Z dnia: 11 maja 2006, brak komentarzy

06. Jest taniej

Z dnia: 11 maja 2006, 1 komentarz

07. Sojusz Wołomina z Kijowem

Z dnia: 11 maja 2006, 2 komentarzy

07. Szkoła zjednoczyła Zagościniec

Z dnia: 11 maja 2006, 27 komentarzy

08. Dla kogo ten pominik?

Z dnia: 11 maja 2006, 8 komentarzy

09. 100 dni rządów „pod publiczkę”

Z dnia: 11 maja 2006, 11 komentarzy

09. Administratorzy(2)

Z dnia: 11 maja 2006, 2 komentarzy

10. Trzecie w Polsce

Z dnia: 11 maja 2006, 2 komentarzy

10. Znowu wygrywają

Z dnia: 11 maja 2006, brak komentarzy

11. Babylon Café

Z dnia: 11 maja 2006, brak komentarzy

11. Heros z przypadku

Z dnia: 11 maja 2006, brak komentarzy

11. Wirtualne Centrum Sztuki

Z dnia: 11 maja 2006, 34 komentarzy

14. Co to jest MARKETING?

Z dnia: 11 maja 2006, brak komentarzy

14. Opakowanie czy zawartość…, czyli marketing, promocja i akwizycja

Z dnia: 11 maja 2006, brak komentarzy


Materiały video

Zapraszamy do przesyłania do nas własnych filmów prezentujących ciekawe, interesujące, niecodzienne itp wydarzenia.

Gaszenie pożaru na Warszawskiej w dniu 8 lutego 2012

Gaszenie pożaru na Warszawskiej w dniu 8 lutego 2012

8 lutego 2012

Pożar kamienic na ulicy Warszawskiej w Wołominie

Pożar kamienic na ulicy Warszawskiej w Wołominie

8 lutego 2012

Koncert kolęd na Trzech Króli w Kobyłce

Koncert kolęd na Trzech Króli w Kobyłce

9 stycznia 2012

Wmurowanie kamienia węgielnego pod salę sportową przy ZS Nr w Wołominie

Wmurowanie kamienia węgielnego pod salę sportową przy ZS Nr w Wołominie

30 grudnia 2011

Siłacze w Kobyłce

Siłacze w Kobyłce

30 grudnia 2011

Karate Kyokushin i duch walki

Karate Kyokushin i duch walki

30 grudnia 2011

Gonzu Cup Zielonka 2011

Gonzu Cup Zielonka 2011

30 grudnia 2011

Choinka z Burmistrzem Wołomina

Choinka z Burmistrzem Wołomina

25 grudnia 2011

więcej filmów