Tragedia, która wstrząsnęła Ząbkami i całym powiatem wołomińskim, wraca w nowych ustaleniach. Po śmierci 2-letniego chłopca, który został odnaleziony w oczku wodnym, ujawniono wyniki kontroli przeprowadzonej po dramatycznym zdarzeniu.
To jedna z tych spraw, które budzą najtrudniejsze pytania: jak małe dziecko mogło oddalić się spod opieki, dlaczego znalazło się przy zbiorniku wodnym i czy system nadzoru w placówce działał tak, jak powinien?
Do tragedii doszło w maju w Ząbkach. Chłopiec przebywał w prywatnym klubie dziecięcym. W pewnym momencie opiekunki miały zorientować się, że dziecka nie ma. Rozpoczęły się poszukiwania. Dwulatek został odnaleziony w oczku wodnym.
Natychmiast podjęto reanimację. Później działania przejęli policjanci i ratownicy medyczni. Niestety, życia dziecka nie udało się uratować.
Kontrola po tragedii
Wyniki kontroli w klubie dziecięcym w Ząbkach Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej otrzymało od burmistrza Ząbek. Resort poinformował, że dokumenty zostały przekazane w odpowiedzi na pismo wiceministry Aleksandry Gajewskiej. Z ustaleń kontroli wynika, że w placówce pracowały trzy opiekunki oraz dwie osoby pełniące funkcję pomocy opiekunek. Jednocześnie prokuratura już w dniu zdarzenia zabezpieczyła dokumentację dotyczącą kwalifikacji dwóch pracownic.
Kontrola miała skupić się przede wszystkim na kwestiach bezpieczeństwa dzieci oraz sposobie sprawowania nad nimi opieki.
Według ujawnionych ustaleń do których dotarł „FAKT” w dniu tragedii pod opieką dwóch pracownic miało przebywać 20 dzieci, natomiast w momencie samego zdarzenia – trzynaścioro
Dane dotyczące liczby dzieci obecnych w dniu zdarzenia oraz w chwili zdarzenia ustalone zostały na podstawie aplikacji. Papierowa lista obecności została zabezpieczona przez prokuraturę
Z doniesień wynika również, że dzieci miały być liczone przed wyjściem na zewnątrz, w trakcie pobytu poza budynkiem oraz podczas zbiórki przed powrotem do środka. Mimo tego doszło do tragedii, która zakończyła się śmiercią dziecka.
Dwie opiekunki z zarzutami
Jeszcze tego samego dnia wieczorem służby zatrzymały dwie opiekunki, które sprawowały opiekę nad dziećmi w placówce. Kobiety usłyszały zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka. Jak wynika z medialnych doniesień, jedna z nich przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia, natomiast druga odmówiła składania zeznań. Wobec obu zastosowano policyjny dozór. Sprawa nadal jest prowadzona przez prokuraturę, która ustala dokładny przebieg wydarzeń i zakres odpowiedzialności osób sprawujących opiekę nad dziećmi.
Śledczy analizują dokumentację placówki, przesłuchują świadków i ustalają, czy procedury bezpieczeństwa były właściwe oraz czy zostały prawidłowo wykonane.
Na tym etapie kluczowe pozostaje pytanie, czy tragedii można było uniknąć.
Placówka zakończyła działalność
Po dramatycznym zdarzeniu placówka nie wznowiła działalności. Rodzice mieli otrzymać informację o zakończeniu umów. To decyzja, która pokazuje skalę wstrząsu po śmierci dziecka, ale nie kończy sprawy.
Najważniejsze pozostaje ustalenie odpowiedzialności, wyjaśnienie mechanizmu tragedii i sprawdzenie, czy podobnym zdarzeniom można zapobiec w innych placówkach.
Władze zapowiadały wzmożone kontrole niepublicznych żłobków i klubów dziecięcych. Po tak dramatycznym przypadku nie może chodzić jedynie o formalności w dokumentach. Kontrola bezpieczeństwa musi oznaczać realne sprawdzenie warunków, ogrodzenia terenu, dostępu do niebezpiecznych miejsc, liczby dzieci pod opieką personelu oraz faktycznego nadzoru nad najmłodszymi.
Oczko wodne i bezpieczeństwo dzieci
Szczególnie poruszający w tej sprawie jest fakt, że dziecko zostało odnalezione w oczku wodnym. W przypadku tak małych dzieci nawet niewielki zbiornik może stanowić śmiertelne zagrożenie. Dlatego każde miejsce, w którym przebywają dzieci do lat trzech, powinno być zabezpieczone w sposób uniemożliwiający samodzielny dostęp do takich stref.
W placówkach opiekuńczych nie ma miejsca na przypadek. Nie wystarczy założenie, że dzieci „są blisko” albo że „opiekunka zaraz zauważy”. Przy najmłodszych dzieciach kontrola musi być ciągła, a teren powinien być zorganizowany tak, aby nawet chwilowe oddalenie się dziecka nie prowadziło do tragedii.
Sprawa, która powinna stać się ostrzeżeniem
Śmierć 2-latka w Ząbkach to dramat rodziny, ale również sygnał alarmowy dla całego systemu opieki nad najmłodszymi. Rodzice powierzają dzieci placówkom z przekonaniem, że będą tam bezpieczne. Każda luka w nadzorze, każda niejasność organizacyjna i każde niezabezpieczone miejsce mogą mieć niewyobrażalne konsekwencje.
Ta tragedia pokazuje, że kontrola placówek opiekuńczych nie może ograniczać się do sprawdzenia dokumentów. Potrzebne są realne, szczegółowe i regularne działania: sprawdzanie liczby dzieci, kwalifikacji personelu, zabezpieczenia terenu, organizacji wyjść na zewnątrz, procedur liczenia dzieci i reakcji w sytuacjach kryzysowych.
W Ząbkach zginęło dziecko. Teraz obowiązkiem instytucji jest dokładne wyjaśnienie, jak do tego doszło, oraz dopilnowanie, by podobny dramat już nigdy się nie powtórzył.
zdjęcie OSP w Ząbkach
Więcej wiadomości z Mazowsza
Seniorzy z Pułtuska stracili 400 000 złotych! Uważajmy na fałszywe inwestycje i aplikacje zdalnego pulpitu
Szybka reakcja pielęgniarki i policjantów uratowała zdrowie 84‑letniej kobiety
Policja poszukuje świadków wypadku drogowego w Zielonce
Drogi do domu nie znaleźli. Policjanci zatrzymali kierowcę z blisko 1,5 promila alkoholu w organizmie
To nie były pieniądze na kaucję dla syna, to było oszustwo!
46-latek zignorował dożywotni zakaz i ponownie wsiadł za kierownicę Land Rovera
Śródmiejscy policjanci rozbili dziuplę pod Płońskiem, odzyskali skradzione motory i znaleźli narkotyki
Policyjna akcja na Pradze Północ – areszt i dozory dla zatrzymanych do śledztwa w sprawie przestępczości narkotykowej
Kryminalni zatrzymali 24-latka poszukiwanego listem gończym do sprawy wypadku na Moście Łazienkowskim
„Komisarz Bielecki” zatrzymany. Trzech podejrzanych o oszustwa „na policjanta” w areszcie
Seria śmiertelnych wypadków na drogach powiatu wołomińskiego
Tragedia na budowie przy szkole w Siedlcach. 50-letni pracownik spadł z rusztowania i zmarł w szpitalu
25 i 30 lat więzienia za zabójstwo w Żyrardowie. Sąd uwierzył w „zamknięty łańcuch poszlak”
Wypadek na drodze krajowej nr 57 w Krasińcu

