Grzegorz Siwek: Jak zostałem morsem?

Grzegorz Siwek - nowe 1

Zawsze wydawało mi się, że należę do osób ciepłolubnych. Zazwyczaj od października najchętniej nie wychodziłbym z domu. Słysząc  o morsowaniu nie byłem w stanie sobie wyobrazić, jak można wejść do wody w środku zimy. Jednak dotychczasowe wyobrażenia zmieniły się – po namowie znajomych, 13 lutego 2016 r. zostałem morsem, kąpiąc się po raz pierwszy  w zielonkowskich Gliniankach, razem z grupą Morsy Zielonka. Od tamtego czasu każdy październik (początek sezonu morsowego) jest oczekiwany  z utęsknieniem.
Temat morsowania jest w coraz większym stopniu obecny w przestrzeni medialnej. W okresie zimowym możemy
w telewizjach śniadaniowych obejrzeć relacje ze wspólnych kąpieli  w różnych krańcach Polski. Jednak ilu jest dokładnie morsów  w Polsce nikt nie wie. Kwestią tą zajmuje się także medycyna. Napisano już kilka prac magisterskich oraz rozprawę doktorska nt. skutków kąpieli w zimnej wodzie dla ludzkiego organizmu.
Morsowanie to bez wątpienia lepsza odporność, zahartowanie ciała, lepsze ukrwienie skóry i większa jej jędrność. Oprócz kwestii związanych  z ciałem, morsowanie w ogromnym stopniu oddziałuje na ducha. Twarze osób smutnych czy przygnębione po wejściu do zimnej wody zaczynają promienieć. Odkrywają niespotykane pokłady energii, którą zaczynają dzielić się z otoczeniem. Następuje pewnego rodzaju uzależnienie od radości i atmosfery wspólnych kąpieli.
Tutaj otwiera się ogromne pole do popisu dla socjologów i psychologów, aby na temat morsowania spojrzeć
w społecznym kontekście. Morsy to grupa ludzi, spotykająca się regularnie, mająca swoje zwyczaje. To ludzie, którzy przy okazji kąpieli zawierają znajomości, wykraczające daleko poza zanurzanie się w zimnej wodzie. To też „turystyka morsowa” i wspólne wyjazdy nad Bałtyk czy w góry.
Pojawia się jednak pytanie: jak zacząć? Pierwszym krokiem powinno być udanie się do lekarza i wykonanie badań, które wykluczą ewentualne problemy kardiologiczne. Po pozytywnych wynikach dotyczących stanu zdrowia warto zorientować się, gdzie funkcjonują kluby morsów. W przypadku naszego powiatu to np. Morsy Zielonka i Radzymiński Klub Morsów IceBear. Warto swoje pierwsze kroki stawiać przy takich klubach – to okazja do uzyskania wskazówek i wsparcia podczas pierwszej kąpieli. Osoby w naszym otoczeniu to też „polisa ubezpieczeniowa” na okoliczność złego poczucia się podczas kąpieli.
Przygotowań do pierwszej kąpieli nie musimy rozpoczynać kilka tygodni czy nawet dni wcześniej. Dobra rozgrzewka kilka minut przed debiutem to wystarczająca przygrywka do postawienia pierwszego kroku w zimnej wodzie. Większym wyzwaniem będzie psychiczne przełamanie się  i odważenie się na zrobienie tego kroku.  Pierwsza kąpiel potrwa kilkadziesiąt sekund. Kolejne będą dłuższe i będą powtarzane kilkakrotnie podczas jednej sesji. Potem będziemy odliczali dni do kolejnej kąpieli, aż przyjdzie lato. Kąpiel  w lipcu czy czerwcu w tym samym akwenie, w którym morsujemy będzie nieznośna, woda będzie niemal parzyła. Na szczęście potem przyjdzie październik.

Komentarze

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.