I co dalej?

Wyborcza porażka Bronisława Komorowskiego wielu osobom otworzyła oczy. Okazało się, że ten świat nie jest tak pięknie poukładany, jak jeszcze kilka miesięcy temu zapewniał nas Pan Prezydent. Wystarczył skandal z wyciekiem tajnych akt z prokuratury, by najważniejsze osoby w państwie szybciutko podały się do dymisji. A to przecież nie koniec rewolucji kadrowej w rządzie Pani Ewy Kopacz. Sondaże są tu bezlitosne. Platforma Obywatelska zjeżdża w dół. Trudno jeszcze przewidzieć czy jesienią utraci władzę, ale wiele na to wskazuje. Do głosu dochodzą niezadowoleni, czyli ci, którym nie z ich winy nie wszystko ułożyło się w życiu tak, jak by chcieli. A takich już są miliony! Dobry wynik wyborczy Pawła Kukiza to potwierdza.

Jak zauważył profesor Jacek Hołówka: „ … zadowoleni mogą być pracownicy urzędów miejskich i powiatowych. To ludzie, którzy nie wykonują żadnej społecznie przydatnej funkcji. Siedzą na urzędach po to, by zmniejszyć liczbę realnego bezrobocia. Oczywiście, istnieją też w Polsce wielkie miasta, w których żyje się dobrze dzięki pieniądzom z Brukseli. Ale pieniądze z Brukseli niedługo się skończą i niezadowolonych będzie jeszcze więcej. Problem polega na tym, że mamy do czynienia z głębokim kryzysem politycznym. Klasa polityczna uległa całkowitej erozji, nie mamy zaufania do nikogo. Od wielu lat do polityki prowadzi się nabór negatywny – ci, którzy nie sprawdzili się gdzie indziej, zostają w polityce. Potem przeskakują z partii do partii i są przyjmowani, chociaż nie mają żadnej zasługi dla życia społecznego.

„Partie polityczne w Polsce nigdy nie były zmuszone do tego, żeby przedstawić realny program. Przedstawiały jedynie obietnice, których nie dotrzymywano. Jest czymś niewyobrażalnym, żeby przed wyborami toczyły się jedynie ogólne rozmowy o tym, że będzie więcej, że będzie lepiej, że będą drogi i dobra pogoda. Wyborców traktuje się jak naiwne dzieci. Arogancja władzy jest bardzo duża. Przejawia się brakiem reakcji na jakiekolwiek interpelacje kierowane do posłów czy instytucji. Protestujące grupy społeczne rozbijają się o ścianę milczenia. Spotykają się ze wzruszeniem ramion. Obywatele dają więc do zrozumienia: Nie chcemy mieć nic wspólnego z całym establishmentem. Ten establishment to grupa ludzi wyalienowanych, czerpiących korzyści z układów politycznych, żyjących z pewnych zarobków, blokujących nowym osobom dostęp do władzy, niezdolnych do rozwiązywania palących problemów i nierozumiejących tych problemów. Rząd przestał interesować się tym, co dzieje się w kraju. Tak wyalienowanej władzy nie było w Polsce od czasów komunizmu! Nasuwają się słowa Jerzego Urbana sprzed lat: – My się zawsze wyżywimy, my jesteśmy od tego, żeby nam było dobrze. A wy sobie radźcie jak potraficie.

„To, co się działo w Polsce przez ostatnie lata, to odtworzenie scenariusza upadku komunizmu. Nie ma tylko gen. Jaruzelskiego. Platforma Obywatelska w ostatnich latach przyjęła mentalność późnego Gierka: Nie ma realnych problemów, nic się złego nie dzieje. Jest pewna grupa wichrzycieli, są wrogowie (wówczas klasowi, teraz PiS). Są też ludzie chorobliwie niezadowoleni, którzy mają nie wiadomo jakie roszczenia. Były minister Bartłomiej Sienkiewicz z PO miał rację, mówiąc, że państwo przestało istnieć. Powiedział smutną prawdę, a obecna władza ciągle tego nie rozumie”.

Edward M. Urbanowski

Komentarze

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.