Teresa Urbanowska: Zaklinacze rzeczywistości

teresa

Konia z rzędem temu, kto zrozumie zachowanie wołomińskiej rady miejskiej.
Dobiegająca końca kadencja to czas wielu, dość intensywnych, zmian w mieście. Dokończono inwestycje rozpoczęte przez poprzedników, zrealizowane zostały nowe działania, inicjowane są kolejne, na które gmina pozyskuje środki zewnętrzne. Modernizacja kolei też wprowadziła dziejowe przemiany. Można by powiedzieć, że pomimo wewnętrznych sporów, zarówno Rada jak i Burmistrz nie mają powodu się wstydzić.
Jednak wołomińska rada widzi to inaczej. Zdaniem większości radnych w Wołominie nie zrobiono nic, o czym od kilku tygodni radni informują w różnej formie. Aż się prosi zadać pytanie: – To co Panowie Radni (tak to nie pomyłka – Panowie, gdyż w wołomińskiej radzie zasiada 22 mężczyzn i tylko jedna kobieta) robiliście przez te 3,5 roku, że tak surowo oceniacie efekty swojego działania?
W minioną środę, tuż przed Wielkanocą, za milczącym przyzwoleniem przewodniczącego rady, odbyło się swoiste samobiczowanie radnych. Do głosu dopuszczano głównie tych, których ocena dowodziła indolencji burmistrz i jej urzędu, każdego, kto choćby śmiał mieć inne zdanie, przewodniczący rady szybko przywoływał do porządku odbierając głos i nie dając dokończyć wypowiedzi, beształ i oceniał – choćby niektórych przedstawicieli jednostek pomocniczych. Czyżby dlatego, że te wypowiedzi nie przystawały do, zaplanowanej na środę przed Wielkim Czwartkiem, konwencji?
Wprawdzie Pan Przewodniczący swoje postępowanie tłumaczył niepotrzebnym przedłużaniem obrad, co nie przeszkadzało mu jednak chwilę później dać zielone światło dla wielominutowej tyrady jednego z mieszkańców siedzących na widowni , który odczytanym wystąpieniem obraził najstarszego stażem radnego Andrzeja Żelezika, jak również piszącą te słowa. Za co?
Ano za to, że Pan Radny miał cywilną odwagę miesiąc wcześniej, być przeciwny argumentacji użytej do uchwały o obniżeniu pensji wołomińskiej burmistrz, a ja miałam czelność to zauważyć w relacji z sesji i w jednym ze swoich cotygodniowych felietonów p.t. „Cywilna odwaga, kto dziś jeszcze o niej pamięta?”, odnieść się pozytywnie do postawy radnego Żelezika.
Czyżby tekst był na tyle celny, że sprowokował Pana Przewodniczącego do publicznej dywagacji na temat mojej rodziny jak i gazety, na łamach której publikowane są zarówno moje teksty, jak i felietony mojego męża?
Znane przysłowie „Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma” nie jest tym, które przyświeca mojemu życiu. Jeśli coś mi się nie podoba, to staram się to zmienić. Mówię o tym, podpisując się nazwiskiem i własnym wizerunkiem. Wiedzą o tym wszyscy, z którymi współpracuję na różnych płaszczyznach.
W ostatnich latach, w przestrzeni publicznej, zarówno cywilna odwaga jak i przyzwoitość „przyschły, zasnęły”.  Ale od kilku tygodni odnoszę wrażenie, że coraz więcej osób budzi się z tego „letargu” i zaczyna reagować na hejt.
Budujące jest też to, że problem degradacji postaw w życiu publicznym zaczynają coraz częściej zauważać dziennikarze mediów ogólnopolskich, a szczególnie cieszy, że w tej grupie coraz częściej pojawiają się publicyści z prawej strony.
Choćby Jan Wróbel, który na łamach „Wprost”napisał: „Dyktat, choćby głupców, to nie dyktatura. Mamy władzę niechlujną i zarazem o wysokich aspiracjach, także moralnych. Taki zestaw daje fundament pod władzę nie słuchającą ani opozycji, ani własnych wątpliwości, fundament pod władzę stabilną w błądzeniu. Krytyka takiego modelu jest powinnością każdego obywatela, czy to wspierającego rząd, czy opozycję”.
Niejako w podobnym duchu brzmi kolejna wypowiedź, tym razem Witolda Gadowskiego, zamieszczona na łamach „Gazety Polskiej”: „(…) do każdego obozu władzy pchają się społeczne insekty. Im ich więcej, tym bardziej niewyraźne staje się oblicze władzy. Robactwo przegryza i nicuje najtwardsze nawet kodeksy etyczne. Rząd PiS już dopuścił się tego, że wokół niego wyroiło się mnóstwo podejrzanych typków. Pora, aby skutecznie wzmocnić bariery tamujące dostęp do władzy ludziom podłej i społecznej konduity. Polacy nie wybaczą wam twarzy Szmaciaka zamiast godnego oblicza władzy.”
Od dawna ubolewam nad postawą niektórych działaczy prawicowych, gdyż wartości prawicowe były i nadal są mi bliskie, ale szanuję też prawo do własnych poglądów osób wyznających inne wartości.
W mojej ocenie zachowania takie, jakie miały miejsce podczas tegorocznych posiedzeń wołomińskiej rady, są nie do przyjęcia.
Czy wypowiedzi prawicowych publicystów, zacytowane powyżej, to pierwsze jaskółki, które zapowiadają przebudzenie budującego potencjału społecznego, również u naszej lokalnej prawicy?
Kierując się powiedzeniem: „Im gorzej, tym lepiej”- wyznawanym przez wielu zaklinaczy rzeczywistości, niczego stabilnego nie zbudujemy.

Komentarze

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.