Wojny facebookowe

aleksandra olczyk

Trupów na szczęście nie ma, a kule armatnie zastąpiły komentarze i lajki, ale zwaśnione strony walczą z uporem i zaciętością godną obrońców Termopil.  Pojawiły się nawet oddziały dywersji zwane potocznie trollami, które ukryte pod fałszywymi profilami, zrobią wszystko, aby osiągnąć założony cel.

Po erze wojen prochowych, opiumowych, futbolowych, śledziowych  przeszedł czas na wojny facebookowe. Powszechny dostęp do Internetu, popularność mediów społecznościach, coraz częściej zastępujących bezpośrednie kontakty międzyludzkie oraz pozorna bezkarność i możliwość zachowania anonimowości ośmiela do głoszenia wszem i wobec swoich poglądów, zdarza się, że nie zawsze do końca przemyślanych.

Obserwujemy to, niestety dość często,  podczas rozmów na lokalnych forach internetowych, kiedy rzeczową dyskusję, niejednokrotnie dotyczącą bardzo ważnych dla mieszkańców kwestii, przerywają „osobiste wycieczki” pod adresem adwersarzy. Nie mniej popularne wśród forumowych „wojowników” jest powtarzanie, z uporem maniaka,  tych samych pytań, na które odpowiedź została już dawno udzielona.  Być może dla niektórych internautów jest to jedyny sposób na odreagowanie skrywanych frustracji i zaistnienie w przestrzeni publicznej, ale dla skupionej na facebookowym forum społeczności nic dobrego nie wnosi.

Zbliżająca się kampania wyborcza z pewnością doprowadzi do eskalacji takich działań. Pojawi się jeszcze więcej postów, których jedynym celem będzie wywołanie kolejnej internetowej wojenki, mającej na celu zdyskredytowanie przeciwników.  Nie mam osobiście nic przeciwko merytorycznym dyskusjom, podczas których każda ze stron broni swoich poglądów używając  argumentów ad rem. Gorzej, gdy rozmowa bardziej przypomina kłótnie w piaskownicy, a jedynym orężem stają się argumenty ad personam.

W Internecie, wbrew pozorom, nic nie ginie, nigdy nie można mieć pewności, czy ktoś nie zrobił screena, usuniętego przed chwilą wpisu.  Podczas facebookowych polemik, nawet tych najbardziej zażartych, konieczna jest świadomość, że wszystko, co publikujemy może w dowolnym momencie zostać wykorzystane przeciwko nam, o czym nie raz przekonali się politycy, celebryci i… forumowi pieniacze.

Wojny facebookowe pewnie toczyć się będą dalej. W wirtualnej rzeczywistości każdy jest odważny, może więc przyszedł czas, aby swoją odwagę i chęć działania udowodnić w realnym świecie z pożytkiem dla wszystkich?

Komentarze

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.