Porażka Ząbkovii z Hutnikiem Warszawa

thumb__1000x750_0_0_auto

Porażką 0:1 zakończyło się wyjazdowe starcie Ząbkovii z drużyną Hutnika Warszawa. Bramkę na wagę trzech punktów dla Hutników strzelił Karol Cimochowski, który pojawił się na boisku zaledwie kilka minut wcześniej. Od trzydziestej minuty spotkania Ząbkowianie grali w osłabieniu, po czerwonej kartce, którą został ukarany Krystian Lewandowski.

Kłopoty Ząbkovii zaczęły się na długo przed stratą bramki. Już w dziesiątej minucie sporo kontrowersji wywołała decyzja arbitra tego spotkania, który ukarał żółtą kartką Krystiana Lewandowskiego, za… próbę wymuszenia rzutu karnego. Niestety nie miałem okazji obejrzeć powtórki tej sytuacji, ale z wysokości trybun wydawało się, że bardziej właściwe byłoby chyba jednak… podyktowanie rzutu karnego. Odniosłem wrażenie, że faul jednego z obrońców gospodarzy był dość oczywisty. Druga odsłona kłopotów miała miejsce dwadzieścia minut później, gdy Lewandowski został ukarany drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką. Tym razem także perspektywa z której patrzyłem na to zdarzenie nie była optymalna, a i odległość spora, ale miałem wrażenie, że to właśnie zawodnik naszego zespołu był faulowany, a głośny krzyk i efektowny upadek trzymającego się za twarz gracza gospodarzy bardziej przypominał dramatyczną rolę teatralną, niż zachowanie piłkarza. Zdaję sobie sprawę, że w swoich ocenach nie jestem obiektywny, ale dla mnie osobiście obie te kary były nieco zbyt pochopne, a patrząc na gorące dyskusje i nerwowość, którą wśród naszych zawodników wywołały, śmiem twierdzić, że miały bardzo poważny wpływ na końcowy wynik tego meczu.

Paradoksalnie grając w osłabieniu Ząbkovia potrafiła sobie stworzyć więcej korzystnych sytuacji do strzelenia gola, niż grając w pełnym składzie. W 35 minucie meczu na rajd środkiem boiska zdecydowała się Daniel Nawrocki, ale jego strzał z linii pola karnego okazał się minimalnie niecelny. Kilka minut później zaskakująco z narożnika pola karnego uderzał Damian Świerblewski, ale piłka poszybowała tuż nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Pawła Okrasę. Pięć minut po wznowieniu gry po przerwie po indywidualnej akcji groźnie strzelał Daniel Kozik, ale ostatecznie trafił w słupek. Późniejsze minuty bardzo trafnie podsumował jeden z ząbkowskich kibiców, którego komentarz „wpadł mi w ucho” zupełnie przypadkiem. W pewnym momencie do grona swoich znajomych zwrócił się z pytaniem/stwierdzeniem które w pełni oddaje obraz niemal całego tego meczu, ale drugiej jego połowy w szczególności „To taka trochę kopanina jest, co?”. Doprawdy trudno się nie zgodzić. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze tylko, że bramkę dla Hutnika strzelił w 78 minucie meczu Karol Cimochowski, po zgraniu piłki głową przez Damiana Prackiego. Siedem minut później drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został zawodnik gospodarzy Bartosz Osoliński i od tego momentu zaczął się okres zdecydowanej dominacji naszego zespołu. Po dośrodkowaniach z rzutów rożnych przed szansą na strzelenia gola wyrównującego stawali Piotr Augustyniak, Dariusz Dadacz i Przemysław Bella, ale bramkarz gospodarzy bronił jak w transie. Odbijał wszystko i efekcie Hutnicy zanotowali czwarte kolejne zwycięstwo, a Ząbkovia trzecią porażkę w sezonie.

Już w najbliższy piątek o godzinie 19.00 na Dozbud Arenie czekają nas Derby Powiatu Wołomińskiego. Ząbkovia zmierzy się w nich z niespodziewanym liderem rozgrywek naszej grupy – Huraganem Wołomin, który w dotychczasowych dziesięciu seriach spotkań zdołał wywalczył już dwadzieścia siedem punktów. Wołominianie po porażce w inauguracyjnej kolejce nowego sezonu, której doznali w „domowym” starciu z Ożarowianką Ożarów Mazowiecki, zanotowali dziewięć kolejnych zwycięstw. W ostatnim meczu przed własną publicznością pokonali 2:0 Mławiankę Mława. Biorąc pod uwagę emocje, które towarzyszyły dotychczasowym potyczkom tych drużyn szykuje się niezłą gratka dla kibiców obu zespołów, których zapewne nie trzeba specjalnie zachęcać do wizyty na ząbkowskim stadionie. Wszyscy na Derby!.

Krzysztof Krajewski

Komentarze

komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.