109 wyświetleń
05. Europejczyk czy Azjata?
Wiesław Kazana
Ani się obejrzałem, a już minął rok od momentu, gdy zostałem łaskawie uznany przez bogatszą, a więc i mądrzejszą, część świata za Europejczyka.
Ale jak wielu z nas, zaczynam robić rachunek sumienia z europejskości mojej i mojego państwa. I wychodzi, że muszę się bić w piersi i bezradnie powtarzać mea culpa, mea maxima culpa! Bo gdzie nie popatrzę – Azja! Nasze drogi – lepiej po nich jeździć konno niż samochodem – jak w Mongolii. Nasz narodowy stadion jest aktualnie bazarem i z tego co słyszę, handlujący tam gotowi są sierpem i młotem walczyć o jego dalsze trwanie. Jeden z francuskich monopolistów z typowym dla tego narodu wdziękiem i lekkością dowcipu postanowił zachować nazwę Telekomunikacja Polska, ale telefony i Internet potraktował jako towar ekskluzywny dla tubylców i cenę za te szklane paciorki wywindował do najwyższych w świecie.
Zrozumieć zachowanie znakomitej większości naszych polityków w europejskich standardach, nie sposób. Ale gdy wspomni się chwalebne dzieje Złotej Ordy, wszystko staje się logiczne. Politycy milczą jedynie wtedy, gdy w obu dłoniach dzierżą szable z najlepszej, damasceńskiej stali, a w zaciśniętych zębach ściskają kindżał.
Najgorszy jest jednak bizantyjski stosunek „czynowników władzy” do „czerni” – zwykłych ludzi. Mimo łagodności i szacunku dla drugiego człowieka, pojawiają się we mnie krwiożercze instynkty, gdy słyszę jak jeden z drugim „przedstawiciel narodu” szczyci się, że to on właśnie „załatwił” możliwość wyjazdu Polaków „za chlebem” do krajów Europy Zachodniej. Co innego zdobywanie doświadczenia przez młodych ludzi, szlifowanie języka, zwiedzanie zabytków, poznawanie kultury, a co innego mycie szyb i sprzątanie! To taką przyszłość się nam gotuje?
I tak skołatany tymi myślami, z gwiaździstym niebem Kanta nad głową, z Rewizorem co ponoć pojawił się w Guberni Warszawskiej, z Hamletem szarpanym wątpliwościami – być czy nie być Europejczykiem – zadaję sobie pytanie: kim jestem?