Zgłoszenie brzmiało poważnie: pożar budynku usługowego przy ul. Wiślanej w Łomiankach. Na miejsce natychmiast ruszył zastęp OSP. Gdy strażacy dojechali pod wskazany adres, zastali gęste zadymienie i intensywne oświetlenie, które mogło sugerować rozwijający się pożar. Szybko okazało się jednak, że tym razem nie ma ognia. Cała scena była elementem halloweenowego planu zdjęciowego.
Nietypowa interwencja miała miejsce we wtorek, 27 października 2026 roku.
O godz. 17.52 strażacy z OSP Łomianki zostali zadysponowani do zgłoszenia o pożarze budynku usługowego przy ul. Wiślanej.
Do akcji wyjechał zastęp GBA Scania w pełnej obsadzie. W strażnicy pozostała dodatkowa załoga gotowa do natychmiastowego wyjazdu kolejnymi pojazdami, gdyby sytuacja okazała się poważniejsza.
Wszystko wyglądało jak prawdziwy pożar
Po dotarciu pod wskazany adres strażacy zastali scenę, która mogła wywołać poważne podejrzenia.
Wokół budynku unosiło się gęste zadymienie, a intensywne, barwne światła dodatkowo potęgowały wrażenie, że wewnątrz mogło dojść do pożaru.
Na pierwszy rzut oka sytuacja mogła wyglądać groźnie. Przy ograniczonej widoczności i odpowiednim oświetleniu sztuczny dym bardzo łatwo pomylić z rzeczywistym zadymieniem pożarowym.
Tym razem jednak źródło „zagrożenia” miało zupełnie inny charakter.
Zamiast pożaru — plan zdjęciowy
Po sprawdzeniu obiektu strażacy ustalili, że nie doszło do żadnego pożaru.
Gęsty dym był sztuczny, a cała aranżacja została przygotowana na potrzeby materiału promocyjnego związanego z Halloween.
Oświetlenie sceniczne i odpowiednio dobrane efekty wizualne stworzyły bardzo realistyczną iluzję.
Właśnie dlatego osoba, która zauważyła zadymienie, mogła być przekonana, że sytuacja wymaga interwencji straży.

Alarm fałszywy, ale zgłoszenie było zasadne
Zdarzenie zostało ostatecznie zakwalifikowane jako alarm fałszywy.
Strażacy podkreślili jednak, że zgłoszenie zostało wykonane w dobrej wierze.
W takich sytuacjach znacznie bezpieczniej jest powiadomić służby niż zignorować dym wydobywający się z budynku.
Jeżeli bowiem doszłoby do prawdziwego pożaru, każda minuta mogłaby mieć znaczenie dla bezpieczeństwa ludzi i skali strat.
Tym razem bez rozwijania linii gaśniczych
Interwencja zakończyła się bez konieczności użycia sprzętu gaśniczego.
Nie było potrzeby podawania prądów wody, prowadzenia oddymiania ani ewakuacji osób.
Strażacy upewnili się, że nie istnieje realne zagrożenie, a po zakończeniu czynności mogli wrócić do jednostki.
Cała akcja trwała kilkadziesiąt minut.
Halloweenowy klimat był wyjątkowo przekonujący
Wokół budynku panował klimat idealnie wpisujący się w końcówkę października.
Gęsta mgła efektowa, niebieskie i czerwone światła oraz ciemne otoczenie tworzyły bardzo przekonujący obraz potencjalnego pożaru.
W bezpośrednim sąsiedztwie scenografii znaleźli się strażacy w pełnym umundurowaniu oraz samochód ratowniczo-gaśniczy, co paradoksalnie jeszcze bardziej wzmacniało „filmowy” charakter całej sytuacji.
Po wyjaśnieniu nieporozumienia nie zabrakło też miejsca na okolicznościową fotografię.
Lepiej zadzwonić raz za dużo
Strażacy wykorzystali nietypową interwencję także do przypomnienia ważnej zasady.
Jeżeli ktoś widzi dym wydobywający się z budynku i nie ma pewności, czy jest to element dekoracji, efekt techniczny czy rzeczywisty pożar, nie powinien ryzykować.
Zgłoszenie służbom pozwala szybko sprawdzić sytuację.
Fałszywy alarm dokonany w dobrej wierze jest zdecydowanie lepszy niż zignorowanie realnego zagrożenia.
Tym razem wszystko skończyło się uśmiechem
Ta interwencja miała wyjątkowo spokojny finał.
Nie było osób poszkodowanych, strat ani konieczności prowadzenia działań gaśniczych.
Był za to realistyczny plan zdjęciowy, który na tyle skutecznie imitował pożar, że doprowadził do przyjazdu straży.
Jak podsumowali sami druhowie — Halloween to czas strachów, ale kiedy z budynku wydobywa się dym, najlepiej nie zakładać z góry, że to tylko dekoracja.

