Teresa Urbanowska: Tłumacz czy negocjator?

Negocjator – to zawód który kojarzy się z sytuacją kryzysową. Obserwując nasze życie społeczne trudno nie odnieść wrażenia, że chyba tych negocjatorów jest zbyt mało w naszych społecznościach. Negocjator – już samo słowo brzmi poważnie a w moim odczuciu w wielu społecznych sytuacjach wystarczyłby „tłumacz”, czyli ktoś, kto stojąc pośrodku rozumie o czym mówi sąsiad z prawej strony jak i ten z lewej – choć ten z prawej nie rozumie tego z lewej i na odwrót i często zamiast podać sobie rękę po zakończonej wymianie zdań rozchodzą się w przeciwne strony ze złowrogim błyskiem w oku.
Skąd taki pomysł? Z racji swojej obecnej pracy zawodowej oraz wieloletniej pracy społecznej zdarza mi się nierzadko, jako obserwator, być wewnątrz różnych wydarzeń i procesów, początkowo pozornie błahych, w trakcie których następuje eskalacja żądań i zachowań i coś co z początku wydawało się błahym nieporozumieniem przeradza się w długotrwałą awanturę słabo rokującą na „dogadanie się” zwaśnionych stron. Często ze zgrozą stwierdzam, że obie strony, choć mówią w tym samym języku i wykazują sobie nawzajem, że ich cele są zbieżne to zachowują się tak, jakby słyszeli zgoła inne komunikaty.
Weźmy dla przykładu katastrofę smoleńską. Mija właśnie dziewiąta rocznica tego tragicznego wydarzenia. Katastrofa, w której wielu z nas straciło kogoś, kogo lubiliśmy, szanowaliśmy czy nawet znaliśmy osobiście. Wszystkie strony od lat podkreślają towarzyszy tym wspomnieniom smutek i refleksję. Mówimy i myślimy o tym, jak kruche jest nasze życie. Podkreślamy, że naszą wspólną powinnością wobec takiej tragedii jest pamięć o Tych, którzy zginęli w tej katastrofie. Przypominamy, że o wszystkich, którzy wtedy stracili życie – politykach, delegacjach, duchownych, ale i tych, którzy pełnili swoje obowiązki za kulisami – pilotach, załodze samolotu, całej obsłudze tego tragicznego lotu powinniśmy pamiętać i…
i ciągle nie umiemy znaleźć nici porozumienia. Czcimy pamięć tragicznie zmarłych podzieleni na dwa wrogi obozy.
Podobnie odnosimy się do tematów bardziej przyziemnych lecz mających wpływ na standard naszego codziennego życia jakim jest gospodarka odpadami. Z jednej strony chcemy mieć czysto w swoich domach, mieszkaniach i na posesjach. Narzekamy na walające się po lasach i łąkach śmieci. Przecież to nie my je tam wywozimy. Ktoś jednak to robi… same się tam nie teleportowały.
Wybieramy samorządowców, którym niemal na drugi dzień po objęciu przez nich urzędu, zaczynamy, zamiast, czasu potrzebnego na rozruch i wsparcia, dawać coraz mocniejsze szturchańce.
Posyłamy dzieci do przedszkoli i szkół lecz w domu nie uczymy ich szacunku do tego zawodu, któremu odebrano już większość narzędzi wychowawczych oferując w zamian szereg biurokratycznych wymagań.
Czy w naszym społeczeństwie jest jeszcze czas na tłumacza? Czy już tylko negocjatorzy mogą pomóc?

Komentarze

komentarzy

Jedno przemyślenie nt. „Teresa Urbanowska: Tłumacz czy negocjator?

  1. Poruszyła Pani temat 10 kwietnia. Czy pamieta Pani , kto był odpowiedzialny za przemysł pogardy wobec L. Kaczyńskiego? Czy pamięta Pani jak Tusk traktował rodziny smoleńskie i co robiono z ludżmi modlącymi się na Krakowskim Przedmieściu?. Jak chce się Pani porozumieś z potomkami tych, co pzyjechali na sowietskich tankach?.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.